Wszystkie newsyBadania

Dwa najczęściej pobierane modele Z.ai mają plakietkę MIT i żadnego pliku licencji — razem z 35 innymi

Opublikowano: 4.09.2026 · Źródło: Hugging Face API, zai-org repositories

Z.ai publikuje na Hugging Face 154 repozytoria z modelami. Czterdzieści dziewięć z nich nosi etykietę licencji MIT. Trzydzieści siedem spośród tych czterdziestu dziewięciu nie zawiera żadnego pliku licencji — ani LICENSE, ani LICENSE.txt, niczego. Etykieta jest linijką metadanych wpisaną w nagłówek karty modelu, a za nią nie ma tekstu licencji do przeczytania, nie ma wskazanego właściciela praw ani roku. To nie jest długi ogon porzuconych eksperymentów. Na liście są dwa najczęściej pobierane modele całego konta: GLM-OCR, ściągnięty dwa miliony razy w trzydzieści dni, i GLM-4.7-Flash z 1,88 miliona pobrań. Są też GLM-4.5, GLM-4.6, GLM-4.7, GLM-5 wraz z kwantyzowanymi wydaniami, linia wizyjna GLM-4.6V, model mowy GLM-ASR-Nano-2512, model obrazu GLM-Image oraz grudniowy agent obsługujący telefon AutoGLM-Phone-9B. Licząc ruchem, a nie liczbą repozytoriów: modele z plakietką i bez pliku odpowiadają za 5,51 miliona z 9,09 miliona pobrań, jakie w ostatnich trzydziestu dniach zanotowały wagi Z.ai oznaczone jako MIT — trzy pobrania na pięć. Firma najwyraźniej potrafi dołączyć licencję, kiedy chce. GLM-5.2, GLM-5.1 i GLM-5.3-Flash mają tekst MIT w repozytorium. Flagowy GLM-5.3, wydany 25 sierpnia, dostał własny dokument — licencję GLM-5.3, w treści zbliżoną do MIT, ale z klauzulą wymagającą audytu bezpieczeństwa Z.ai od każdego dostawcy modelu jako usługi o przychodach grupy powyżej dziesięciu miliardów dolarów. Tam, gdzie firma miała coś konkretnego do powiedzenia, zapisała to. AutoGLM-Phone-9B pokazuje, ile ta luka kosztuje czytelnika. Repozytorium wag ma etykietę MIT i żadnego pliku. Repozytorium kodu na GitHubie jest na Apache 2.0. A własna nota projektu mówi, że praca jest przeznaczona wyłącznie do badań i nauki, i zakazuje używania jej do nieuprawnionego pozyskiwania danych oraz zakłócania systemów. Trzy sygnały, trzy różne zakresy i nic, co by je godziło. Zespół, który wybiera ten model po plakietce MIT, opiera się na etykiecie, której producent nigdy nie podparł tekstem. Nic z tego nie czyni wag bezużytecznymi i nic nie sugeruje złej woli — pominięty plik najłatwiej wytłumaczyć skryptem wysyłkowym, który nigdy go nie skopiował. Ale plakietka licencji to pole, po którym najwięcej czytelników decyduje, czy wolno im coś wypuścić, a na tym koncie jest niepodparta w trzech przypadkach na cztery. Dopóki pliki się nie pojawią, bezpieczne odczytanie plakietki MIT w tych repozytoriach brzmi: warunki nie zostały właściwie opublikowane.