Newsy
Co słychać w robotyce i AI — wybór redakcji wujec.ai.
Karta modeli Nex AGI w połowie strony zmienia właściciela trzeciej kolumny — a znika z niej flagowiec
Nex AGI wydał 8 września 2026 roku trzy modele z otwartymi wagami: mały mini, średni Pro i Maxa o 1,6 biliona parametrów. Wyniki całej trójki stoją na jednej stronie, w dwóch tabelach oddalonych od siebie o kilkadziesiąt wierszy — i tabele te nie mają tych samych kolumn. W górnej, obejmującej kod i zadania agenta, trzecią kolumną jest Nex-N2.5-Max. W dolnej, z testami multimodalnymi i obsługą komputera, trzecia kolumna należy już do MiniMax-M3, czyli modelu konkurencji. Zmianę zaznacza wyłącznie nagłówek. Czytelnik, który obejmie obie tabele jednym ruchem oka, przypisze flagowcowi 22,3 punktu w OSWorld-2, teście rzeczywistej obsługi pulpitu — a jest to wynik cudzego, znacznie mniejszego modelu. Flagowiec nie ma tam żadnego wyniku, a powód producent podaje wprost kilka akapitów wyżej: Max stoi na fundamencie wyłącznie tekstowym, podczas gdy mini i Pro kontynuują linię multimodalną. Modelu, który nie widzi, nie poddaje się testom polegającym na patrzeniu w ekran, więc wypada on z drugiej tabeli w całości, zamiast wypaść w niej słabo. Wniosek jest praktyczny, nie akademicki. Kto wybiera model Nexa do sterowania komputerem, wybiera między wersją Pro (OSWorld-2 56,4, OSWorld-G 87,4 — najlepszy wynik w zestawieniu producenta) a mini (30,5 i 82,9, przy czym ten drugi wyprzedza Claude Opus 5 z 76,8 i GPT-5.6 Sol z 77,7). Osią wyboru nie jest tu rozmiar, tylko wzrok. A największy model rodziny, zdecydowanie najdroższy w uruchomieniu — dwa węzły i szesnaście kart H200 — jest jedynym, który tego zadania nie wykona wcale. Uwaga redakcyjna: w naszym własnym profilu Nex-N2.5-Max liczba 22,3 stała przez dobę, wzięta z tej kolumny w dobrej wierze. Poprawiliśmy ją 17 września i stąd wziął się ten tekst.
Nex-N2.5-Max →Nowy model DeepSeeka bije Opusa i GPT w teście agentowym, w którym czołówka już się stłoczyła. W dwóch trudniejszych wersjach tego samego testu przegrywa o dwadzieścia punktów
DeepSeek opublikował 10 września 2026 roku model V4.1-Flash wraz z tabelą porównawczą, która wygląda na zwycięstwo na całej linii — dopóki nie prześledzi się jednego testu przez trzy jego wersje. W Terminal-Bench 2.1 nowy model uzyskuje 90,6 punktu, przed Opus-5.0 z 89,1 i GPT-5.6 Sol z 88,8. W Terminal-Bench 3.0 dostaje 30,0 wobec 43,3 dla Opus-5.0. W wersji 4.0 — 31,2 wobec 51,8. Te trzy liczby opisują ten sam model na tej samej rodzinie zadań, a rozrzut między nimi jest lekcją czytania testów. Wersja 2.1 krąży na tyle długo, że każde poważne laboratorium notuje w niej wynik pod dziewięćdziesiąt; przewaga półtora punktu dzieli tam modele w praktyce równie sprawne. Wersje 3.0 i 4.0 to trudniejsze odsłony napisane właśnie dlatego, że stara przestała modele rozróżniać — i tam dystans między modelem DeepSeeka a najdroższym modelem zachodnim wynosi około dwudziestu punktów. Ten sam wzór powtarza się w innych miejscach tabeli. W teście Humanity's Last Exam, wciąż dalekim od nasycenia, V4.1-Flash osiąga 36,8 wobec 56,3 dla Opus-5.0. W ProgramBench — 20,3 wobec 37,0. To, co model rzeczywiście wygrywa, warto powiedzieć wprost, bo nie jest to drobiazg. Jego ranking 3471 punktów w Codeforces jest najwyższy w tabeli. Rozwiązuje 74,2 procent zadań DeepSWE v1.1, prowadzi w CyberGym z wynikiem 88,1 i w AutomationBench z 54,8. A robi to, uruchamiając 8 miliardów parametrów na token przy czytaniu polecenia i 16 miliardów przy pisaniu odpowiedzi — z 552 miliardów w szkielecie. Właściwą wiadomością jest ta oszczędność. DeepSeek przebudował tę część modelu, która przechowuje przebieg rozmowy, i ściął pamięć trzymaną na jeden token do 890 bajtów, czyli około jednej czwartej tego, czego potrzebował model z lipca. Przez API firmy nowy model kosztuje 0,30 dolara za milion tokenów wejściowych w szczycie i 1,20 dolara za milion wyjściowych, wobec 0,44 i 1,32 dolara u poprzednika, a poza godzinami szczytu — połowę tego. Wagi są na licencji MIT i w kolejnych tygodniach pobrano je 140 636 razy. Czytana w całości tabela mówi coś pożyteczniejszego niż „najlepszy model”. Do pracy agentowej na dużą skalę, gdzie sesja na milion tokenów musi się zmieścić w budżecie, jest to narzędzie znakomite i za ułamek ceny czołówki. Do najtrudniejszego rozumowania, jakie da się dziś postawić, drogie modele pozostają z przodu — i mówią to liczby samego DeepSeeka.
DeepSeek-V4.1-Flash →Nowe modele Sakany kierują zadanie do najtańszego silnika, który je udźwignie. Płacisz i tak ryczałt
Sakana AI wydała 11 września 2026 r. dwie nowe wersje Fugu i obie stoją na tym samym pomyśle: zamiast jednej ogromnej sieci — pula modeli o otwartych wagach i modeli wyspecjalizowanych, a nad nią dyspozytor, który kieruje każde zadanie do najlżejszego modelu zdolnego je rozwiązać. „System, który do prostego wyszukania danych zaprzęga model o bilionach parametrów, nie jest inteligentny, tylko rozrzutny" — pisze japońskie laboratorium. Najciekawsze nie jest jednak w komunikacie. Jest w cenniku. Pierwotne Fugu, wciąż w sprzedaży, liczy klientowi to, co faktycznie wybrało: gdy pracuje jeden agent, płaci się „wyłącznie standardową stawkę tego konkretnego modelu bazowego", a gdy kilku — jedną stawkę według najdroższego z nich. Sprytne skierowanie taniego zadania widać wprost na fakturze. Dwa nowe flagowce działają inaczej. Fugu Max to ryczałtowe 2 USD za milion tokenów wejścia i 6 USD za milion wyjścia. Fugu Ultra v2 — ryczałtowe 5 i 30 USD, rosnące do 10 i 45 USD powyżej 272 tys. tokenów kontekstu. Stawka nie zależy od tego, który silnik odpowiedział. Czy pytanie trafi do małego modelu otwartego, czy do drogiego specjalisty, rachunek jest ten sam. To w pełni uczciwy sposób sprzedaży usługi — ryczałt jest przewidywalny, a ryzyko, że zadanie okaże się wymagać najdroższej maszynerii, bierze na siebie Sakana. Odwraca jednak kierunek, w którym płynie zysk z kierowania ruchem. W starym układzie każda tania decyzja lądowała w kieszeni klienta. W nowym ląduje w marży Sakany, a korzyść klienta sprowadza się do tego, że sama stawka jest niższa niż u modeli frontierowych: producent podaje, że cena wyjścia Fugu Max jest o 40–60% niższa niż Sonnet 5, GPT 5.6 Terra i Kimi K3. Druga rzecz warta przeczytania dwa razy to skład Fugu Ultra v2 — a właściwie to, czego w nim nie ma. Sakana wprost zaznacza, że w puli agentów nie ma Fable 5, Fable 5.1 ani GPT-6-Astra; wyniki mają powstawać bez najmocniejszych zamkniętych modeli na rynku. Laboratorium podaje 48,3 pkt w Chartography, teście rozumowania na wykresach i danych strukturalnych, wobec 27,3 dla Opus 5 i 29,5 dla Fable 5, oraz 74,3 pkt w DeepSWE. Wszystkie te liczby pochodzą od producenta; żadnej nie powtórzono niezależnie. Czego oba produkty nie mają, to specyfikacji w zwykłym rozumieniu. Nie ma liczby parametrów, nie ma podanego okna kontekstu, nie ma opisu danych treningowych ani karty modelu — bo, jak tłumaczy Sakana, Fugu jest architekturą, a nie ustalonym zestawem wag. Jedyną publiczną wskazówką co do rozmiaru okna jest to, że cena Ultra v2 zmienia się powyżej 272 tys. tokenów. Kupujący te dwa modele nie kupują sieci. Kupują politykę kierowania ruchem po cudzych sieciach — i od tej premiery płacą za nią stałą opłatę. Oba modele działają przez API Sakany zgodne z OpenAI, premierze towarzyszy raport techniczny. Ich profile w katalogu wujec.ai odnotowują to, co producent ujawnia, i — co równie ważne — czego nie ujawnia.
Sakana Fugu Max →Dyson wypuścił dwa roboty sprzątające i nie podał ani jednej liczby ssania. W kategorii sprzedawanej na paskalach to właśnie jest wiadomość
Dyson ogłosił w Londynie 3 września 2026 dwa roboty sprzątające - odkurzający R1 Nurovi Dry i zmywający R2 Nurovi Wash+Dry - a w materiałach premierowych nie ma wartości ssania dla żadnej z maszyn. Ten brak jest celowy. Każdy konkurent w tej kategorii zaczyna prezentację od liczby paskali, a liczby przypisane tej linii już krążą w publikacjach wtórnych, tymczasem komunikat producenta dowodzi czegoś przeciwnego: że skuteczność zbierania jest cechą całego układu, a szczotka i jej konstrukcja znaczą tyle samo, co silnik za nią. Za tym argumentem stoi konkretna konstrukcja. Nowy układ Twin-capture dzieli pracę, którą kategoria zwykle zrzuca na samo ssanie. Włosie szczotki mechanicznie zgarnia większe i cięższe śmieci prosto do wnętrza maszyny, czyli dokładnie to, z czym ssanie radzi sobie najgorzej; silnikowi zostaje to, w czym jest dobry - wyciąganie drobnego pyłu z powierzchni podłogi. Przeprojektowane zamiatacze boczne wysuwają się do ściany, a wyliczony kąt i łącznik sterujący naciskiem oraz kierunkiem włosia sprawiają, że włosy trafiają do strumienia powietrza, zamiast być rozrzucane po pokoju albo nawijane na szczotkę. Akustyczny czujnik zapylenia i rozpoznawanie rodzaju podłogi czytają zabrudzenie i nawierzchnię w trakcie jazdy i zmieniają sposób pracy robota na bieżąco. Model zmywający niesie najbardziej nietypowy pomysł całej linii. Zamiast okrągłych padów, używanych niemal wszędzie indziej, R2 obraca parę trójkątnych padów Reuleaux - krzywoliniowy kształt o stałej szerokości, który toczy się równo jak koło, ale trzema narożami sięga w kąty, do których koło nie dociera. Dyson prowadzi je ruchem mimośrodowym, żeby pady pracowały po linii ściany, a nie zatrzymywały się przed nią. Stacja myje te pady wodą o temperaturze 75 C po każdym sprzątaniu i suszy powietrzem 45 C; dla obu robotów jest to bezworkowy moduł cyklonowy z ośmioma cyklonami, który opróżnia maszynę po każdym przejeździe i mieści do 90 dni suchych odpadów w zamkniętym obiegu. To, czego Dyson nie opublikował, jest niemal równie wymowne jak to, co podał. W komunikacie nie ma wymiarów, masy, pojemności akumulatora, czasu pracy ani ceny, a dla R1 nie ma nawet terminu wysyłki poza zapowiedzią sprzedaży wkrótce. Profile obu maszyn w katalogu mają więc opisaną konstrukcję i puste pola liczbowe, łącznie z ssaniem. Zostaną uzupełnione, gdy Dyson opublikuje kartę katalogową - a nie wcześniej, na podstawie cudzych szacunków.
Dyson R2 Nurovi Wash+Dry →13 361 zaliczek i 16 września pierwszy humanoid-towarzysz wyjeżdża z magazynu. Dziennikarze, którzy widzieli, jak chodzi, opisują maszynę bardziej mechaniczną niż rendery
UBTech ma wreszcie datę dostawy maszyny, którą nazywa pierwszym masowo produkowanym humanoidem ultrabionicznym: 16 września 2026. To moment, w którym humanoid konsumencki przestaje być konferencją prasową, a staje się paczką od kuriera. Liczba czekających jest nietypowo dokładna: 13 361 zamówień ze wszystkich kanałów, każde zabezpieczone zaliczką 3000 juanów. Data padła na premierze w Shenzhen 30 czerwca 2026, gdzie UBTech przedstawił UWORLD jako markę konsumencką, oddzieloną od humanoidów Walker sprzedawanych fabrykom samochodów. Seria U1 dzieli się na trzy maszyny o bardzo różnych cenach: U1 Lite, wersja półpostaciowa za 119 800 juanów; U1 Pro, pełna sylwetka za 169 800 juanów; oraz U1 Ultra, jedyny zdolny poruszać się samodzielnie, za 990 000 juanów w wersji męskiej i 880 000 w żeńskiej. Producent podaje parametry na poziomie całej serii: 88 stopni swobody, biomimetyczna skóra silikonowa, deklarowany czas reakcji 500 milisekund i dwie do czterech godzin pracy na ładowaniu. Data wysyłki jest warta uwagi z powodu tego, co po obejrzeniu robota na żywo napisali chińscy dziennikarze. Serwis TMTPost w materiale z 5 lipca 2026 opisał chód o wyraźnie mechanicznym charakterze i przytoczył branżową opinię, że kampania przedsprzedażowa podniosła oczekiwania wyżej, niż maszyna z pokazu była w stanie udźwignąć. Ten sam tekst odnotował, że marketingowe hasło o usługach domowych z górnej półki sprostowała sama firma: U1 oferuje towarzystwo w domu, a nie prace domowe. Nie ma w tym oszustwa i UBTech nigdzie nie opublikował specyfikacji obiecującej sprzątanie — ale to właśnie różnicę między renderem a pokojem zmierzy teraz 13 361 kupujących. O tym, jak ta premiera zostanie zapamiętana, zdecydują dwie liczby. Pierwsza to czas pracy: towarzysz działający dwie do czterech godzin nie przesiedzi z nikim nocy, a przy cenie wersji Ultra trudno ten limit obronić. Druga to udział zamówień, które tej jesieni naprawdę zamienią się w dostawy, bo zaliczka to jeszcze nie sprzedaż. UBTech nie ujawnił ani pojemności akumulatora, ani specyfikacji układu obliczeniowego, ani harmonogramu dostaw poza samą datą startu.
UWORLD U1 →Najmniejsze przemysłowe ramię Dobota nosi w nazwie zasięg, którego nie ma - a jego oś narzędzia po cichu podwoiła zakres
DOBOT MG400 to czteroosiowe ramię biurkowe o podstawie 190 x 190 mm - mniejszej niż kartka A4 - a jego dzisiejsza karta katalogowa podaje promień roboczy 440 mm. Model nazywa się MG400, a komunikat premierowy z 22 grudnia 2020 mówił o zasięgu 400 mm. Każda karta katalogowa opublikowana przez producenta co najmniej od marca 2023 podaje 440 mm. Dobot nigdzie tej różnicy nie odnotował. Druga zmiana jest większa i tak samo niezapowiedziana. Karta zarchiwizowana w marcu 2023 daje osi narzędzia J4 zakres plus/minus 180 stopni. Strona działająca dziś podaje dla tej samej osi plus/minus 360 stopni - pełny obrót w każdą stronę, dwa razy tyle, na maszynie sprzedawanej pod niezmienioną nazwą. Nie ma noty o zmianie, nie ma sufiksu sprzętowego ani datowanej listy poprawek; liczby po prostu różnią się między dwiema migawkami tej samej strony. Żadna z tych rzeczy nie jest skandalem i obie mają znaczenie dla integratora. Gniazdo zaprojektowane według komunikatu z 2020 roku zakłada o 40 mm mniejszy zasięg, niż maszyna ma naprawdę. Tor narzędzia napisany według karty z 2023 roku zostawia połowę zakresu nadgarstka niewykorzystaną, a oprzyrządowanie chroniące przed skręceniem przewodów przy 180 stopniach rozwiązuje problem, którego dzisiejsze ramię może już nie mieć. Reszta specyfikacji jest w obu migawkach stabilna: udźwig znamionowy 500 g, maksymalny 750 g, powtarzalność plus/minus 0,05 mm, 300 stopni na sekundę na wszystkich czterech przegubach, sterownik w podstawie, 8 kg masy, zasilanie 100-240 V. MG400 pokazano w Shenzhenie razem z ramionami współpracującymi CR3, CR10 i CR16, a założyciel i prezes Dobota Jerry Liu przedstawił je tam jako przemysłowego następcę DOBOT Magiciana, czyli ramienia biurkowego, które pięć lat wcześniej zbudowało markę firmy w szkołach. Model pozostaje w produkcji, a ceny katalogowej producent nie publikuje. wujec.ai podaje w profilu MG400 liczby aktualne i odnotowuje rozbieżności, zamiast przedstawiać którąkolwiek z nich tak, jakby obowiązywała od zawsze.
DOBOT MG400 →Dwa czołowe modele wydane tego samego dnia. Jeden obiecuje zużywać więcej tokenów, drugi mniej
2 września 2026 r. Google wydało Gemini 3.8 Flash, a Meta — Muse Spark 1.3. Oba modele celują w to samo zastosowanie: długodystansowe programowanie i agenty działające samodzielnie, i oba trafiły w tym tygodniu do naszego katalogu. Czytane obok siebie, materiały premierowe przekonują do rzeczy przeciwnych. Google nie rusza cennika: 0,75 USD za milion tokenów wejściowych i 3,75 USD za milion wyjściowych, czyli ta sama stawka wprowadzająca, którą otworzył 3.7 Flash, z podwojeniem obu kwot 1 stycznia 2027 r. Nie zmieniło się też okno kontekstu, limit wyjścia ani trzy poziomy myślenia. Zmieniło się to, jak ciężko model pracuje. Google pisze o tym wprost: przy trudnych zadaniach 3.8 Flash wykonuje dodatkowe kroki rozumowania i wielokrotnie sięga po narzędzia, a „może zużyć więcej tokenów, żeby wycisnąć maksymalną skuteczność, zwłaszcza przy wyższych poziomach wysiłku”. Zaraz potem firma radzi wrażliwym na koszt obniżyć poziom wysiłku albo zostać przy 3.7 Flash, który pozostaje w pełni wspierany. Komunikat Meta zaczyna się od liczby odwrotnej. Muse Spark 1.3 ma być według inżynierów samej Meta wyraźnie szybszy od Muse Spark 1.2 przy około 20% mniejszej liczbie wywołań narzędzi i około 25% mniejszym zużyciu tokenów — mniej zawracania tam, gdzie nie trzeba, mniej rozwlekły kod. Opublikowana tabela wyników potwierdza realny skok w programowaniu (DeepSWE v1.1 rośnie z 55,0 do 75,4) i bardzo duży w wyszukiwaniu w długim kontekście (MRCR 512K–1M z 55,5 do 98,1), choć w większości wierszy agentowych model wciąż kończy za Opus 5 od Anthropic. Praktyczny wniosek dla każdego, kto planuje budżet na agenta, jest taki, że stawka za token przestała być całą historią. Zamrożony cennik potrafi dać wyższy rachunek, jeśli model postanowi myśleć dłużej, a model z wyższą stawką bywa tańszy, jeśli przestaje wywoływać narzędzia, których nie potrzebuje. Żadna z firm nie podaje liczby, która by to rozstrzygnęła — średniego kosztu tokenów na ukończone zadanie — więc porównanie trzeba przeprowadzić na własnym ruchu. Jedna gwiazdka przy tabeli Meta: wersję 1.3 zmierzono przy maksymalnym poziomie rozumowania, a 1.2 przy poziomie xhigh, więc kolumny nie są ustawione tak samo. Dopisek, który zaostrza całą sprawę. Meta nie podała ceny w komunikacie premierowym, a stawki, które rozeszły się później — 0,10 USD za milion tokenów wejściowych i 0,20 USD za milion wyjściowych, opisywane jako najniższe na rynku — należą w rzeczywistości do osobnego identyfikatora modelu: muse-spark-1.3-contributor. Ten tier jest tani właśnie dlatego, że zgadzasz się na trenowanie modeli Meta na swoich zapytaniach i odpowiedziach. Tier Standard, w którym firma deklaruje, że danych do trenowania nie używa, kosztuje 1,25 i 4,25 USD. Innymi słowy najtańsza opublikowana stawka tego modelu nie jest wcale rabatem na moc obliczeniową — to cena za twoje dane.
Gemini 3.8 Flash →W ofercie ugo ramiona nie są dodatkiem z górnej półki. To one decydują, na ile pięter robot dojedzie
Tokijska firma ugo sprzedaje trzy roboty patrolowo-inspekcyjne, które dzielą platformę, chmurową konsolę i prędkość maksymalną 3,6 km/h. Zestawienie trzech kart katalogowych obok siebie pokazuje, że różnica między nimi nie polega na wygodzie ani na wykończeniu. Chodzi o to, czy maszyna potrafi korzystać z budynku tak jak człowiek. ugo Pro (G4) ma dwa ramiona osadzone na podnoszonym maszcie. To dzięki nim przywoła windę, wciśnie przycisk piętra i przyłoży kartę do czytnika — i właśnie dlatego jeden egzemplarz patroluje cały budynek, a nie jedno piętro. Robot ma 1800 mm wysokości przy podstawie 440 x 580 mm, waży około 58 kg, niesie trzy kamery HD i pracuje mniej więcej cztery godziny ciągłej jazdy przy domyślnych 1,9 km/h, a ładuje się około dwóch i pół. ugo Ex (G4) to ta sama wysokość i ta sama platforma z odjętymi ramionami. Zwęża się do 375 mm, schodzi do około 45 kg, a w miejsce zespołu ramion dostaje goły maszt z profilu aluminiowego, który klient sam wierci i zapełnia: producent publikuje wymiary ramy, powierzchnię montażową i wzór na przeliczenie środka ciężkości, a w komplecie dokłada dwie kątowe osłony krawędzi o długości 900 mm. Dwa gniazda USB Type-C oddają po 100 W na zasilanie dołożonego sprzętu. Rachunek jest prosty — brak ramion to brak przycisków windy, czyli jedno piętro. ugo mini (G1) idzie w tym odchudzaniu dalej. Przy podstawie 370 x 370 mm i masie około 16 kg mieści się w pomieszczeniu ochrony, a dzięki bezprzekładniowym silnikom z napędem bezpośrednim jest na tyle cichy, żeby pracować w hotelach i domach opieki. Zamiast ramion ma peryskop: teleskopowy maszt wynosi kamerę 4K na gimbalu z 62 cm na 1,86 m, więc zawór tuż nad podłogą i wskaźnik na szczycie szafy są w zasięgu tej samej maszyny. Jeździ około trzech godzin, ładuje się półtorej, a skaner 3D LiDAR jest u niego opcją, nie wyposażeniem standardowym. Jedno zastrzeżenie warte odnotowania. W zestawieniach wtórnych krąży masa 54 kg i prędkość 5 km/h dla modelu ugo Pro. Aktualna dokumentacja wsparcia samego producenta podaje 58 kg i 3,6 km/h — i takie liczby mają nasze profile. Profile wszystkich trzech modeli są już w katalogu.
ugo Pro (G4) →Epson sprzedaje swoje składane ramię w dwóch długościach. Krótsze jest precyzyjniejsze i tylko je zamówisz do pomieszczenia czystego
Dwie pozycje w katalogu, jedna nazwa modelu: Epson wystawia Flexion N6 jako ramię 850 mm i 1000 mm, a samo nazewnictwo sugeruje zwykły handel wymienny — większy zasięg za odrobinę gorszą dokładność. Karty parametrów producenta mówią jednak coś bardziej konkretnego. Wersja 1000 mm ma powtarzalność ±0,04 mm i waży 69 kg. Wersja 850 mm ma ±0,03 mm i waży 64 kg. To o jedną trzecią mniejszy błąd pozycjonowania, a nie różnica z zaokrąglenia — i akurat taka, która przesądza, czy ramienia da się w ogóle użyć do precyzyjnego montażu. Na precyzji różnice się nie kończą. Katalogowy egzemplarz 1000 mm jest oferowany do montażu na stole i pod sufitem; katalogowy egzemplarz 850 mm to wersja sufitowa, a 850 mm to jedyna długość, którą Epson wymienia w odmianie do pomieszczeń czystych. Kupujący, który wybiera długość wyłącznie po zasięgu, może więc dostać inny sposób montażu i inny zestaw dopuszczalnych środowisk produkcyjnych, niż się spodziewał. Nominalne długości są przy tym zaokrąglone w dół. Własne tabele Epsona przypisują ramieniu 850 mm długość 860 mm — 860 mm do środka piątej osi i 960 mm do kołnierza — a ramieniu 1000 mm 1010 mm do środka nadgarstka i 1110 mm do powierzchni montażowej. Cała reszta jest wspólna: udźwig 3 kg znamionowo i 6 kg maksymalnie, hamulce na wszystkich sześciu osiach, zewnętrzny sterownik RC700A pobierający 2,2 kVA oraz składana geometria, która daje trzem pierwszym przegubom po pełne ±180 stopni, dzięki czemu łokieć chowa się nad podstawą, zamiast wymachiwać za robotem. Ta geometria jest powodem, dla którego cała linia istnieje. Epson przedstawił ją w 2016 roku w mniejszym modelu N2 — ramieniu o zasięgu 450 mm i powtarzalności ±0,020 mm, najciaśniejszej w całej sześcioosiowej ofercie firmy — a następnie przeskalował do N6, pokazanego na targach iREX w listopadzie 2017 i sprzedawanego w Japonii od 30 maja 2018 roku za 2 400 000 jenów. Obie maszyny są nadal w bieżącym katalogu ramion sześcioosiowych. Obie mają już też profile w naszym katalogu, z pełnymi tabelami parametrów po angielsku i po polsku.
Epson Flexion N6 →Nowy flagowiec Anthropic kosztuje dokładnie tyle co poprzedni. Cała obniżka schowała się w pamięci podręcznej
Nowy model na szczycie oferty, który nie podnosi ceny, to sytuacja rzadka; taki, przy którym producent obniża rachunek nawet o 45 procent, nie ruszając stawki z cennika — jeszcze rzadsza. Anthropic wydał Claude Fable 5.1 1 września 2026 roku w cenie 10 dolarów za milion tokenów wejścia i 50 dolarów za milion wyjścia, czyli dokładnie tej, którą od czerwca miał Claude Fable 5. Zmiana kryje się wiersz niżej: odczyt z pamięci podręcznej zapytań spadł z jednej dziesiątej ceny wejścia do jednej czterdziestej, czyli 0,25 dolara za milion tokenów. Ten wiersz waży więcej, niż się wydaje. W pracy agentowej te same instrukcje, narzędzia i pliki wysyłane są ponownie na każdym kroku długiego zadania i to właśnie powtórne odczyty z pamięci podręcznej, a nie świeże wejście, budują rachunek. Producent szacuje oszczędność na około 25 procent przy typowych zastosowaniach i do 45 procent przy mocno agentowych — to realna obniżka podana bez dotykania liczby, którą klienci porównują. Jeśli chodzi o możliwości, według danych producenta największy skok widać w zadaniach naukowo-agentowych: wynik Terminal-Bench-Science 0.1 rośnie z 24,7 procent dla Fable 5 do 52,6 procent, czyli ponad dwukrotnie. Model raportuje też 73,4 procent w CursorBench 3.2.0 i 65,0 procent w Humanity's Last Exam z narzędziami. Okno kontekstu (milion tokenów) i maksymalne wyjście (128 tysięcy) pozostają bez zmian, a wiedza sięga czerwca 2026 roku. Jedna decyzja projektowa wyróżnia go na tle reszty oferty: myślenie adaptacyjne jest włączone na stałe i nie da się go wyłączyć. Każda odpowiedź jest odpowiedzią przemyślaną, a producent wprost oznacza czas reakcji tego modelu jako najwolniejszy w całej ofercie — i dlatego nie poleca go jako wyboru domyślnego. Ta rola przypada o połowę tańszemu Claude Opus 5; Fable 5.1 jest do trudnego rozumowania i długich zadań agentowych albo do sytuacji, w których Opus 5 na wysokim wysiłku wciąż nie wystarcza. Programiści przenoszący się na nowy model powinni zwrócić uwagę na trzy zmiany łamiące zgodność: wymuszone użycie narzędzia zwraca teraz błąd, wcześniejsze modele nie odczytają bloków myślenia Fable 5.1, a edycja wcześniejszej tury rozmowy je unieważnia. Tego samego dnia Anthropic wypuścił identyczny model pod drugą nazwą. Claude Mythos 5.1 dzieli z Fable 5.1 specyfikację i cennik co do liczby, ale dostępny jest wyłącznie na zaproszenie, w ramach Project Glasswing adresowanego do zweryfikowanych specjalistów od cyberbezpieczeństwa i nauk o życiu; dostęp załatwia opiekun klienta w Anthropic, AWS lub Google Cloud, a na starcie program obejmuje organizacje ze Stanów Zjednoczonych. Podział jest ten sam, który producent wprowadził w czerwcu przy Fable 5 i Mythos 5: jeden model z klasyfikatorami bezpieczeństwa przed nim, drugi bez nich, żeby wersję bez filtrów dało się śledzić i wycofać osobno. Claude Fable 5 trafia na listę modeli starszych producenta i pozostaje dostępny.
Claude Fable 5.1 →Pięciu z siedmiu modeli Codex OpenAI nie da się już kupić. Ich karty wciąż wiszą w dokumentacji
Kto zajrzy dziś do spisu modeli OpenAI, zobaczy linię Codex jako zdrową ofertę siedmiu modeli programistycznych. Kto zajrzy na stronę wycofań, dowie się, że pięć z nich wyłączono siedem tygodni temu. Wycofanie ogłoszono 22 kwietnia 2026 roku, a przeprowadzono 23 lipca 2026 roku, w pakiecie, który objął też aliasy czatowe i odmiany deep research. Tego dnia zgasły cztery modele Codex - gpt-5-codex, gpt-5.1-codex, gpt-5.1-codex-max i gpt-5.1-codex-mini - a razem z nimi gpt-5.2-codex, wydany dopiero w styczniu. Dla większości z nich jako zamiennik wskazano GPT-5.6 Sol, czyli model ogólny, a nie programistyczny; GPT-5.1-Codex Mini skierowano do GPT-5.6 Terra. Wcześniej, 12 lutego 2026 roku, OpenAI usunęło już codex-mini-latest, model, od którego cała linia zaczęła się w maju 2025 roku. Zostaje dokładnie jeden ocalały: GPT-5.3-Codex, wydany 24 lutego 2026 roku. Potwierdza to cennik - spośród wszystkich modeli Codex tylko gpt-5.3-codex ma jeszcze podaną stawkę. Cała reszta rodziny to dokumentacja bez produktu. Dokumentacja nie nadążyła. Spis modeli wciąż wymienia całą siódemkę z działającymi odnośnikami, a każda karta zaczyna się od opisu w czasie teraźniejszym, ma pełną tabelę punktów końcowych i cenę w dolarach za milion tokenów. Na żadnej z tych stron nie ma informacji, że modelu już nie ma. Programista, który zaczyna od spisu modeli - a to miejsce najbardziej oczywiste - nie ma jak rozpoznać, których z nich da się jeszcze wywołać. Na tym samym tropie leży druga osobliwość. Zamiennik wskazany dla codex-mini-latest, czyli gpt-5-codex-mini, nie ma karty w ogóle: adres w dokumentacji zwraca przekierowanie, a następnie błąd 404, i nazwa nie pojawia się w spisie modeli. Zalecany cel migracji jest trudniejszy do znalezienia niż model, który miał zastąpić. Warto zapamiętać jeszcze jedną liczbę. Własna polityka OpenAI obiecuje co najmniej sześć miesięcy uprzedzenia dla modeli ogólnodostępnych, ale tylko trzy miesiące dla odmian wyspecjalizowanych - i jako przykład wymienia właśnie wersje Codex. GPT-5.2-Codex przeżył od premiery do wyłączenia nieco ponad pół roku. W tej linii model programistyczny aktualny w styczniu potrafi zniknąć do lata. Wszystkie sześć wycofanych modeli trafiło do katalogu z datami wyłączenia, żeby rodzinę Codex dało się czytać taką, jaka jest: jeden model w sprzedaży i sześć w archiwum.
GPT-5-Codex →Nowa generacja OpenAI nie dołożyła ani jednego tokena kontekstu. Kosztuje dwa i pół raza więcej
GPT-6 Astra, wydany 3 września 2026 r., to pierwszy model szóstej generacji OpenAI i — zgodnie z opisem samej firmy — jej najmocniejszy. Wystarczy jednak położyć jego kartę obok karty GPT-5.6 Sol, flagowca, którego zastępuje, żeby zobaczyć, że najważniejsze liczby to te same liczby. Oba modele mają okno kontekstu 1 050 000 tokenów. Oba ograniczają wyjście do 128 000 tokenów na zapytanie. Oba rozliczają zapytania powyżej 272 000 tokenów wejścia po dwukrotnej stawce wejścia i półtorakrotnej wyjścia dla całego zapytania — Astra dokłada do tego podwojoną stawkę pamięci podręcznej. Jedyny parametr, który naprawdę się zmienił, to data odcięcia wiedzy: z 16 lutego na 30 kwietnia 2026 r., czyli dziesięć i pół tygodnia świeższych danych. Cena zmieniła się mocniej. Sol kosztuje 4 USD za milion tokenów wejścia i 20 USD za milion wyjścia; Astra — 10 i 50 USD. To dwuipółkrotność stawki w obie strony. Cena Sola jest promocyjna — OpenAI gwarantuje ją co najmniej do 21 listopada 2026 r. — ale to stawka, którą programista płaci dziś, i sama była sierpniową obniżką o 20% na wejściu i 33% na wyjściu. Astra również odbiera możliwości. Nie przyjmuje własnych wartości temperature i top_p ani nie zwraca prawdopodobieństw (logprobs) — Sol przyjmuje je wszystkie. Nie ma poziomu nakładu rozumowania „none”, więc model rozumuje zawsze. Wywoływanie narzędzi działa wyłącznie przez Responses API; kto używa narzędzi w Chat Completions, musi się przenieść. W zamian dochodzi pięć poziomów nakładu aż po xhigh i max, zmiana nakładu w trakcie rozmowy, asynchroniczne wywołania narzędzi, sterowanie w trakcie odpowiedzi przez WebSockets oraz asynchroniczne monitorowanie rozbieżności celów, które potrafi zatrzymać przebieg agenta do przeglądu. OpenAI nie opublikowało przy karcie modelu żadnych wyników testów, więc uzasadnienie dla dwuipółkrotnie wyższego rachunku opiera się dziś na firmowym opisie modelu jako najmocniejszego oraz na funkcjach wymierzonych w długie przebiegi agentowe, a nie w większe zapytania.
GPT-6 Astra →Yukai zbudował markę na robotach, które nic nie słyszą. Jego rodzinny robot pamięta teraz rozmowy za 1700 jenów miesięcznie
28 sierpnia 2026 roku Yukai Engineering uruchomił w robocie BOCCO emo, sprzedawanym od marca 2021 roku, tryb rozmowy oparty na generatywnej sztucznej inteligencji — i schował go za płatną subskrypcją: plan premium kosztuje 1700 jenów miesięcznie, a osoby, które zapiszą się do końca września 2026, dostają dwa miesiące gratis. Za tę opłatę kupuje się pamięć. W nowym trybie robot rozpoznaje, który domownik do niego mówi, pamięta powiedziane treści i przenosi ten kontekst z jednej rozmowy do następnej, zamiast traktować każdą wypowiedź jak osobne polecenie głosowe. Ta sama postać pojawia się też jako rysunek w oknie czatu w aplikacji, więc rozmowę można ciągnąć na telefonie poza domem. Tego samego dnia wszyscy właściciele dostali bezpłatną aktualizację i to ona mówi o sprawie więcej. Dotąd robota trzeba było przywołać po imieniu; teraz można go wybudzić szturchnięciem palcem albo przyciskiem funkcyjnym. Okno nagrania, wcześniej sześciosekundowe, wydłużono do dziesięciu sekund. Obie zmiany wyglądają na łatanie urządzenia, którego interfejs głosowy zaprojektowano pod krótkie polecenia, a które ma teraz udźwignąć coś zbliżonego do rozmowy. Krok jest wart odnotowania ze względu na to, co jeszcze sprzedaje ten producent. Najbardziej znane wyroby Yukai są celowo głuche: Qoobo, poduszka z ogonem, nie ma ani mikrofonu, ani kamery — i właśnie dlatego wpuszcza się ją do domów opieki i na oddziały szpitalne. BOCCO emo od zawsze był w tym samym katalogu przypadkiem odwrotnym: zasilany z gniazdka, zależny od chmury, bezużyteczny bez routera i smartfona. Plan premium przesuwa go w tę stronę jeszcze dalej. Yukai nie podał, jaki model ani jaki dostawca AI stoi za nową funkcją; w komunikacie mowa wyłącznie o generatywnej sztucznej inteligencji. Model BOCCO emo z Wi-Fi kosztuje dziś 52 800 jenów, wobec 44 000 jenów w premierze w 2021 roku. Kupujący, którym zależy na nowych rozmowach, muszą doliczyć do tego abonament.
BOCCO emo →Przez siedem lat Kassow nie podawał powtarzalności. Dwa nowe ramiona wreszcie mają liczbę
Kassow Robots przez całe swoje handlowe życie był na rynku cobotów odmieńcem. Każde ramię buduje na siedmiu osiach zamiast sześciu, a do tej wiosny żadne z nich nie miało podanej powtarzalności — ani w instrukcji, ani w danych technicznych, ani w dziale pytań i odpowiedzi. W klasie, w której każdy konkurent drukuje tolerancję w setnych milimetra, duński producent nie drukował nic. Zmieniło się to wraz z KR1240 i KR1824, przedstawionymi 10 kwietnia 2026 roku. Broszura obu modeli podaje powtarzalność ±0,03 mm dla KR1240 i ±0,05 mm dla KR1824 — liczby dla tej klasy zwyczajne, ale pierwsze, do jakich firma się zobowiązała. Pięć starszych ramion, od KR810 po KR1805, wciąż nie ma żadnej wartości. Oba modele to także pierwsze prawdziwe zerwanie z dotychczasową mechaniką oferty. KR1240 unosi 40 kg na 1200 mm, a KR1824 24 kg na 1800 mm, wobec 5–18 kg we wcześniejszych ramionach. Producent tłumaczy skok nowymi przegubami: 1,5 raza wyższym momentem, o 40 procent większą sztywnością mechaniczną i nadgarstkiem szybszym o mniej więcej 20 procent, do 270°/s w KR1824. Ciekawszy z tej pary jest właśnie KR1824. Jego zasięg 1800 mm nie jest nowością — KR1805 obsługuje ten promień od 2019 roku — ale robił to z udźwigiem ściętym do 5 kg. Nowe ramię zachowuje promień i unosi prawie pięć razy więcej. Ceną jest gabaryt. Podstawa rośnie ze 160 × 160 mm do 194 × 194 mm, a masa mniej więcej się podwaja: 80 kg w KR1240 i 76 kg w KR1824 wobec 34–38 kg w starszych modelach. Szczelność poprawia się do IP56 i IP55, z dotychczasowego IP54. Oba modele są dostępne w wersji Edge Edition, ze sterownikiem schowanym w podstawie ramienia, z myślą o platformach mobilnych. Oba modele mają już profile w naszym katalogu, a pięć starszych wpisów zostało poprawionych: twierdzenie, że Kassow nie podaje powtarzalności żadnego modelu, było prawdziwe do kwietnia 2026 roku i przestało być.
Kassow Robots KR1240 →Trzy największe coboty Elite Robots ważą tyle samo. Ich udźwig rośnie z 20 do 30 kg
Elite Robots z Suzhou sprzedaje w serii CS sześć ramion współpracujących, a liczby z firmowych kart produktowych opisują ofertę, która przestaje rosnąć fizycznie, choć wciąż rośnie możliwościami. Pierwsze trzy modele skalują się tak, jak zwykle skalują się ramiona. CS63 unosi 3 kg i waży 15 kg, CS66 unosi 6 kg i waży 20 kg, CS612 unosi 12 kg i waży 34 kg. Udźwig mniej więcej się podwaja, masa rośnie razem z nim, a stosunek tego, co maszyna podnosi, do tego, ile sama waży, poprawia się z 0,20 do 0,35. Na szczycie oferty masa się zatrzymuje. CS620 unosi 20 kg i waży 60 kg. CS625 unosi 25 kg i waży 58 kg. CS530H, najnowsze i najsilniejsze ramię rodziny, unosi 30 kg i również waży 58 kg. Dziesięć dodatkowych kilogramów udźwigu pojawia się na korpusie, który już nie tyje — stosunek udźwigu do masy własnej rośnie z 0,33 do 0,52, a najsilniejsze ramię jest zarazem odrobinę najlżejsze z tej trójki. Płaci się za to zasięgiem. CS620 sięga 1800 mm i jest najdłuższym ramieniem w ofercie firmy; CS625 cofa się do 1500 mm, a CS530H do 1522 mm. To skrócenie dźwigni pozwala tym samym silnikom utrzymać większy ciężar. Ten sam kompromis widać w dokładności: CS625, na najkrótszym z trzech ramion, jest najbardziej powtarzalny (±0,08 mm), podczas gdy modele 30- i 20-kilogramowe stoją na ±0,1 mm. CS530H łamie przy tym pewien nawyk tej kategorii. Jego punkt narzędzia porusza się z prędkością 4,0 m/s — najszybciej w rodzinie — przy najcięższym ładunku; CS625 osiąga 3,3 m/s przy udźwigu mniejszym o 5 kg. Producent opisuje ten model jako zbudowany pod paletyzację, z układaniem na wysokość do 2300 mm, co tłumaczy konstrukcję nastawioną na wydajność w pionie, a nie na promień pracy. W całej sześciomodelowej ofercie potwierdza się branżowa prawidłowość: precyzja spada wraz z długością ramienia, od ±0,02 mm w 624-milimetrowym CS63 do ±0,1 mm w 1800-milimetrowym CS620 — rozrzut pięciokrotny. To ta sama zależność, którą widać w ofercie Universal Robots, gdzie najmniejsze i najstarsze ramię pozostaje najdokładniejsze. Producent nie podaje publicznie daty premiery CS530H. Datują go migawki archiwum internetu: firmowy listing produktów z 19 czerwca 2024 pokazywał już pozostałych pięć ramion CS, a tego nie, natomiast jego karta produktowa nie ma migawki wcześniejszej niż 19 marca 2025. Trzy najmniejsze modele są w listingu zarchiwizowanym 31 marca 2023, co zgadza się z oświadczeniem producenta, że seria CS miała premierę w 2022 roku.
Elite Robots CS530H →Dobot po cichu rozszerzył ofertę cobotów do dziesięciu ramion, a najdłuższe z nich jest zarazem najdokładniejsze
W sierpniu 2025 roku tabela parametrów serii CRA firmy Dobot wymieniała siedem ramion współpracujących. Dziś wymienia dziesięć. Trzy nowe modele — CR6AL, CR16AL i CR30A — pojawiły się bez żadnego komunikatu premierowego, a jeden z nich po cichu przeczy regule, którą ten katalog widział potwierdzoną u czterech innych producentów ramion. Nowy CR6AL sięga 1800 mm, czyli dalej niż jakiekolwiek inne ramię w ofercie Dobota i o 100 mm dalej niż dwudziestokilogramowy flagowiec. Zasięg zwykle kosztuje precyzję: dłuższa dźwignia wzmacnia każdy błąd przegubów. Mimo to producent podaje dla CR6AL powtarzalność ±0,02 mm — najciaśniejszą w całej rodzinie — podczas gdy CR7A, sięgający 800 mm, czyli mniej niż połowę tego, dostaje ±0,05 mm, dwuipółkrotnie luźniej. W tabeli jednego producenta najdłuższe ramię jest najdokładniejsze, a jedno z najkrótszych — najmniej dokładne. Udźwigi też nie chcą ustawić się w szereg. CR6AL unosi 6 kg, mniej niż krótszy CR7A z jego 7 kg. CR5A sięga 900 mm, a mocniejszy CR7A tylko 800 mm. Nowy CR30A, najsilniejsze ramię w historii firmy z udźwigiem 30 kg, obejmuje promień 1305 mm — o 395 mm mniej niż dwudziestokilogramowy CR20A — i to przy 4 m/s zamiast 5,5 m/s. Waży przy tym o trzy kilogramy mniej niż CR20A i pracuje na tym samym zasilaniu 500 W, więc dodatkowy udźwig kupiono zasięgiem i prędkością, a nie większą masą konstrukcji. Datowanie trzech ramion wymagało archiwum internetu i serwera producenta. Nie ma ich w migawce z 11 stycznia 2026 roku, są w migawce z 19 lipca 2026; ich grafiki produktowe mają nagłówek Last-Modified z 20 marca 2026 — wszystkie trzy wgrane w tej samej sekundzie. Katalog datuje je więc na 2026 rok i w każdym profilu pisze wprost, że rocznik pochodzi z migawek, a nie z oświadczenia producenta. Dwie niespójności w danych Dobota warto odnotować. Tabela serii podaje maksymalne prędkości liniowe od 3 do 5,5 m/s, a karta produktowa samego CR20A mówi o maksymalnej prędkości końcówki 2000 mm/s — różnica blisko trzykrotna, bez wyjaśnienia. Z kolei wiersz klasy szczelności w tabeli serii pokazuje dla dwóch największych modeli wartość powtarzalności zamiast klasy IP; karta CR20A podaje IP54 dla ramienia i szafy sterowniczej i taka liczba trafiła do katalogu. Sześć z dziesięciu ramion ma już profile w wujec.ai: CR3A, CR5A, CR7A, CR6AL, CR20A i CR30A. Pozostałe cztery dołączą wkrótce.
Dobot CR6AL →Dwa małe Rizony straciły jesienią 2024 roku po 40 mm zasięgu, a deklarowana czułość Rizona 10 pogorszyła się dwukrotnie
Tabela parametrów serii Rizon na stronie Flexiva została przepisana między 3 sierpnia a 9 października 2024 roku i nie towarzyszyła temu żadna zmiana nazw modeli. We wcześniejszej wersji strony Rizon 4 sięgał 916 mm, a Rizon 4s 959 mm; w późniejszej — i w tej, która wisi dzisiaj — sięgają odpowiednio 876 mm i 919 mm. Oba ramiona straciły dokładnie po 40 mm. Tą samą poprawką dokładność pomiaru siły Rizona 10 przeszła z 0,1 N na 0,2 N, czyli deklaracja stała się dwukrotnie gorsza — w maszynie sprzedawanej właśnie na czuciu. Cała reszta tych kolumn została na miejscu: udźwig 4, 4 i 10 kg, masa ramion 20, 21 i 38 kg, powtarzalność pozycji ±0,05 mm wg ISO 9283, szczelność IP65, maksymalna siła narzędzia 200, 150 i 350 N. Nie zmienił się też zasięg samego Rizona 10, czyli 941 mm. Zmiany nie ogłoszono. Firmowa oś czasu Flexiva odnotowuje premiery, nagrody, rundy finansowania i certyfikaty, ale dla jesieni 2024 roku ma tylko wydanie systemu Flexiv Elements Series 3 w październiku. Na stronie produktowej nie ma żadnej adnotacji, a ramiona sprzedaje się dalej pod tymi samymi nazwami — czyli karta wydrukowana w połowie 2024 roku i karta wydrukowana dzisiaj opisują tego samego robota innymi liczbami. To, który zestaw obowiązuje, ma znaczenie praktyczne: 40 mm to mniej więcej różnica między sięgnięciem do dalszego rogu stanowiska a niesięgnięciem. Obowiązująca tabela jest tabelą producenta, więc katalog przyjmuje 876 mm i 919 mm — a przy okazji ta korekta tłumaczy stary rozjazd w danych, bo część listingów dystrybutorów wciąż przypisuje Rizonowi 4 zasięg 780 mm, a Rizonowi 10 — 1015 mm, co nie zgadza się z żadną wersją strony producenta. Te same archiwalne migawki datują jeszcze jedną rzecz, której Flexiv nie datuje: Rizon 10s, czwarty model rodziny, pojawia się w tabeli parametrów między 14 czerwca a 5 sierpnia 2025 roku. Nie ma komunikatu o jego premierze ani wpisu na firmowej osi czasu.
Flexiv Rizon 4 →Kartę Zu30 firmy JAKA czytaną w calach i funtach opisuje inny robot — Zu20
Każda kluczowa liczba na stronie produktowej trzydziestokilogramowego ramienia współpracującego JAKA podana jest dwa razy: raz w jednostkach metrycznych, raz w calach i funtach. Obie wersje nie opisują tej samej maszyny. Po przeliczeniu okazuje się, że kolumna imperialna to specyfikacja sąsiedniego modelu — Zu20. Strona podaje udźwig „30 kg (44,1 lb)”. Trzydzieści kilogramów to 66,1 funta; 44,1 funta to 20,0 kg. Podaje zasięg „1350 mm (70,1 in)”. Siedemdziesiąt i jedna dziesiąta cala to 1781 mm. Podaje masę „65 kg (149,9 lb)”. Sto czterdzieści dziewięć i dziewięć dziesiątych funta to 68,0 kg. Udźwig 20 kg, zasięg 1780 mm, masa 68 kg — to co do cyfry trzy liczby, które JAKA publikuje dla modelu Zu20 na sąsiedniej stronie. Kolumny imperialnej nie przekręcono w literówce; przepisano ją w całości od innego robota. Skutek praktyczny spada dokładnie na tych kupujących, dla których te jednostki w ogóle tam są. Integrator z Ameryki Północnej projektujący stanowisko w calach i funtach zaplanuje je wokół ramienia, które sięga o 430 mm dalej i unosi o jedną trzecią mniej niż to, które faktycznie zamawia — a oba błędy prowadzą w stronę stanowiska nie tyle ciasnego, co niedziałającego. To nie jest pojedyncza usterka. W całej klasycznej rodzinie Zu ta sama tabela parametrów jest przesunięta o jeden wiersz, więc pole opisane jako „liczba stopni swobody” pokazuje metodę programowania, a pole „wilgotność” — liczbę wejść i wyjść narzędzia. Przy biurkowym MiniCobo to samo przesunięcie wypycha z tabeli klasę szczelności ramienia: pole „klasa IP” pokazuje zakres temperatury otoczenia, a właściwej wartości IP nie ma na stronie w ogóle. Najnowsze tabele tej firmy — przy Zu35 i Mini 2 — mają te same pola opisane poprawnie, co wskazuje raczej na stary szablon wciąż obsługujący większość katalogu niż na jednorazową pomyłkę. Nic z tego nie dotyczy samych robotów. JAKA, założona w Szanghaju w 2014 roku i pozwana obecnie przez Teradyne przed europejskim Jednolitym Sądem Patentowym, buduje ceniony asortyment, którego dane metryczne są wewnętrznie spójne: w klasycznej rodzinie Zu powtarzalność rozluźnia się od ±0,02 mm przy krótkich ramionach do ±0,05 mm przy długich, dokładnie tak, jak wynika z długości ramienia. Zepsuta jest karta, nie maszyna. Trzy ramiona JAKA — Zu3, Zu12 i MiniCobo — wchodzą dziś do tego katalogu wyłącznie z wartościami metrycznymi, a przesunięte wiersze zostały w nich puste, zamiast zostać uzupełnione zgadywaniem. Liczby sprawdzone na angielskich stronach produktowych JAKA 8 września 2026 roku.
JAKA Zu12 →Techman wprowadził do sprzedaży najmniejszego cobota w swojej historii — i pominął go we własnym katalogu
Techman Robot wprowadził do sprzedaży nowe ramię współpracujące 24 lipca 2026 roku, a sześć tygodni później maszyna wciąż nie ma strony w firmowym katalogu produktów. TM3S to najmniejsze ramię, jakie tajwański producent kiedykolwiek sprzedawał: 3 kg udźwigu, 600 mm promienia pracy i korpus o masie, którą firma podaje jako poniżej 12 kg. Znaczenie ma ta ostatnia liczba. Przy masie poniżej 12 kg ramię mieści się w tym, co jeden technik zdejmie ze stołu i przeniesie, a Techman zaprojektował wokół tej możliwości resztę maszyny. Przewód zasilający ma szybkozłączkę, więc kabel kompozytowy da się wymienić, a sam manipulator odkręcić i zamontować na innym stanowisku bez rozbierania. W hali pracującej krótkimi seriami zamienia to przeniesienie robota z planowanej roboty w czynność do wykonania między zmianami. Cała reszta jest pożyczona z serii S wprowadzonej w 2023 roku: ta sama szafka sterownicza, to samo środowisko TMflow, to samo uczenie wizyjne przez prowadzenie ręką i kamera w nadgarstku, standardowa w każdym ramieniu Techmana od 2016 roku. Producent kieruje TM3S do precyzyjnego spawania, montażu, lokalizacji stanowiska i szybkiej kontroli automatycznej w ciasnych przestrzeniach. Brakuje dokumentacji. Ramię miało zagraniczny debiut w Bangkoku na targach ME Assembly and Automation 17 czerwca 2026, a pięć tygodni później zostało ogłoszone jako dostępne w sprzedaży, ale na 8 września 2026 serwis tm-robot.com nie ma wpisu o TM3S w żadnej z dwóch serii cobotów, nie ma karty technicznej ani ceny. Podany wyżej udźwig, zasięg i masa istnieją dokładnie w jednym miejscu: we wpisie premierowym na chińskojęzycznej stronie firmy. Liczby, na których sprzedaje się resztę serii S — powtarzalność plus/minus 0,03 mm, szczelność IP65 — dla tego modelu nie zostały opublikowane i katalog nie zakłada, że obowiązują. Premiera rozstrzyga też pytanie o resztę oferty. Techman dołożył dziewiąty model serii S, niczego nie zdejmując: TM5-700, TM5-900, TM12, TM14, TM16 i TM20, wszystkie z lat 2016-2021, wciąż są wymienione i podlinkowane ze strony głównej producenta. Tam gdzie Universal Robots przemianował w tym roku dwa swoje najbardziej znane ramiona, a FANUC po cichu skrócił linię współpracującą z pięciu modeli do dwóch, Techman wciąż dokłada z obu stron naraz.
Techman TM3S →Dwa najbardziej znane coboty Universal Robots zyskały po 2,5 kg bez ani jednej nowej części
Kto dziś szuka na stronie producenta UR5e albo UR10e, ląduje na ogólnym spisie produktów. Obie strony przekierowują, podczas gdy strony UR3e i UR16e nadal odpowiadają pod własnymi adresami — co wyklucza przebudowę serwisu i wskazuje na coś innego. Dwa najczęściej instalowane ramiona współpracujące na świecie zniknęły z katalogu pod tymi nazwami 12 maja 2025 roku. Nie zniknęły z fabryki. Na targach Automate w Detroit, obok premiery szybszego UR15, Universal Robots ogłosił, że UR5e będzie sprzedawany jako UR7e, a UR10e jako UR12e. Producent napisał, że wprowadza czytelniejsze nazwy i więcej mocy tam, gdzie to się liczy. Dostawy obu ramion zapowiedziano od ręki, a oferta serii e to od tego dnia UR3e, UR7e, UR12e i UR16e. Gdy położyć obok siebie starą i nową kartę techniczną, widać rzecz najciekawszą: po stronie mechaniki nie zmieniło się nic. UR7e waży z przewodem 20,6 kg, sięga 850 mm, stoi na podstawie o średnicy 151 mm, powtarza pozycję z dokładnością 0,03 mm według ISO 9283, rozpędza punkt narzędzia do 4 m/s i pobiera najwyżej 570 W — każda z tych liczb zgadza się z dokumentem UR5e. UR12e powtarza UR10e w ten sam sposób: 33,5 kg, 1300 mm, podstawa 190 mm, powtarzalność 0,05 mm, 615 W i czujnik siły o zakresie 100 N oraz 10 Nm. Universal Robots zapewnia, że osprzęt, URCapy i zestawy aplikacyjne przechodzą bez zmian, a istniejące instalacje nie wymagają przeróbek. Zmieniła się tabliczka. Mniejsze ramię ma teraz w karcie 7,5 kg zamiast 5 kg — o połowę więcej na maszynie złożonej z tych samych części. Większe nie zyskało w 2025 roku niczego: udźwig 12,5 kg obowiązywał od wersji wzmocnionej ogłoszonej 17 maja 2021 roku i sprzedawanej bez podwyżki ceny, więc przez cztery lata nazwa zaniżała jego możliwości o jedną piątą. Ogłoszenie z 2025 roku poprawiło liczbę błędną od tamtej pory. Dla kupującego skutek jest niewielki, ale realny. Oferta, ocena ryzyka albo rysunek gniazda od integratora z datą sprzed maja 2025 wskazują robota, którego nie ma już w żadnym cenniku, a wymaganie napisane wokół limitu 5 kg spełnia dziś ramię certyfikowane przez producenta na 7,5 kg. Dla katalogu takiego jak nasz płynie z tego zasada warta zapamiętania: zniknięcie modelu z menu producenta nie zawsze oznacza, że maszynę wycofano. Czasem znaczy tylko tyle, że dział marketingu w końcu przeczytał kartę techniczną.
UR7e →Zielona linia cobotów FANUC-a po cichu skurczyła się z pięciu ramion do dwóch
Roboty współpracujące FANUC-a mają dwa kolory. Białe ramiona CRX to te, które firma reklamuje. Zielone ramiona CR były pierwsze — i zostały z nich w sprzedaży już tylko dwa. Aktualne firmowe zestawienie cobotów wymienia osiem modeli: białe CRX-3iA, CRX-5iA, CRX-10iA, CRX-10iA/L, CRX-20iA/L i CRX-30iA oraz zielone CR-15iA i CR-35iB. Nie ma tam CR-4iA, CR-7iA i CR-7iA/L, które otwierały tę linię na targach IMTS we wrześniu 2016 roku, ani CR-35iA, od którego wszystko się zaczęło w czerwcu 2015. Żadnego z tych czterech ramion producent nie ogłosił jako wycofane. Ich strony produktowe wciąż są opublikowane i wciąż mają pełne tabele parametrów — ale tam, gdzie model z bieżącej oferty ma przycisk „Get a Quote", każde z tych czterech ma dziś „Get Support". To jedyne publiczne oświadczenie o ich statusie i powód, dla którego katalog przeniósł wszystkie cztery do wycofanych bez daty: producent takiej daty nie podał. Następca opowiada resztę tej historii. CR-35iA z 2015 roku był pierwszym ramieniem z ograniczeniem siły o udźwigu ponad 10 kg i potrzebował 990 kg maszyny, żeby podnieść 35 kg — dwadzieścia osiem kilogramów robota na kilogram ładunku. CR-35iB, który zastąpił go w 2022 roku, podnosi 50 kg (po podniesieniu deklaracji w 2023) przy 375 kg masy własnej. Siedem lat kupiło wyższy udźwig przy 615 kg mniejszej masie, kosztem 170 mm zasięgu. Transakcja, na jaką nabywca godził się w 2015 roku — ogromna masa w zamian za prawo do pracy bez ogrodzenia — przestała być tym, co producent oferuje. Katalog zachowuje profile wszystkich sześciu zielonych ramion, także tych czterech już niesprzedawanych. Maszyna, która wyznaczyła segment rynku, nie przestaje zasługiwać na opis dlatego, że wytwórca przestał wyceniać ją na zapytanie.
CR-35iA →Nazwa mówi 35, karta mówi 50: najsilniejszy cobot FANUC-a wyrósł z własnego numeru
CR-35iB to, według opisu samego producenta, najsilniejszy robot współpracujący na rynku: 50 kg udźwigu bez ogrodzenia ochronnego, na zasięgu 1643 mm, z ramienia ważącego 375 kg. Liczbą, przy której warto się zatrzymać, jest jednak ta z nazwy. Maszyna zadebiutowała w maju 2022 roku jako cobot na 35 kg — przebudowa modelu CR-35iA z 2015 roku, która zrzuciła około 62 procent masy, 375 kg wobec 990 kg, żeby ciężkiego cobota dało się zainstalować w zakładzie w jedno popołudnie. Pierwszego czerwca 2023 roku, po pokazie robota na targach Automate w Detroit, FANUC America ogłosił podniesienie udźwigu do 50 kg. Numer modelu pozostał ten sam. Firmowy serwis poświęcony cobotom wciąż opisuje maszynę jako mającą „udźwig 35 kg albo 50 kg”, podczas gdy tabela parametrów podaje po prostu 50 kg. Ten sam komunikat potraktował maszynę siostrzaną odwrotnie. CRX-25iA, największy cobot białej serii, również zyskał udźwig — z 25 do 30 kg — i akurat jego przemianowano na CRX-30iA. Witryna producenta przekierowuje dziś starą nazwę na nową stronę. Dwa podniesienia ogłoszone tego samego dnia, dwie różne konwencje: jedno ramię zachowało numer, który zaniża je o 15 kg, drugie dostało nowy. Dla czytającego kartę katalogową to nie ciekawostka, tylko praktyczna pułapka. Karta z 2022 roku, oferta z 2026 i zestawienie u pośrednika mogą nosić to samo oznaczenie CR-35iB i podawać różne udźwigi, a żadne z nich nie będzie błędne. FANUC nie publikuje cennika żadnej z tych maszyn, więc wiersz o udźwigu w pisemnej ofercie jest jedynym miejscem, w którym różnica staje się widoczna. Katalog zapisuje aktualną firmową tabelę parametrów — 50 kg — i odnotowuje w profilu starszą wartość 35 kg, bo obie wciąż występują w materiałach producenta. W tym samym pliku siedzą jeszcze dwie rozbieżności: FANUC America podaje zasięg 1643 mm, a europejski komunikat premierowy z 2022 roku mówił o 1831 mm; strona produktowa wymienia 300 mm/s w trybie współpracy, a serwis o cobotach 750 mm/s.
CR-35iB →Dwa coboty FANUC-a na tym samym ramieniu 1418 mm: mocniejszy jako jedyny w serii nigdy nie przyspiesza
FANUC sprzedaje dwa ramiona współpracujące o dokładnie tym samym zasięgu 1418 mm, a tabele parametrów na jego własnych stronach produktowych pokazują, że mocniejsze z nich rezygnuje z czegoś, co reszta serii zachowuje: z trybu szybkiego. CRX-10iA/L, wprowadzony w grudniu 2019 roku, podnosi 10 kg i waży 39 kg. CRX-20iA/L, ogłoszony 1 marca 2022 i dostarczany od kwietnia tego roku, podnosi 20 kg i waży 41 kg. Ten sam zasięg, te same sześć osi, ten sam sterownik R-30iB Plus, ta sama szczelność IP67, ten sam montaż. Dwukrotny udźwig za dwa kilogramy masy, a przy tym cięższy model jest dokładniejszy: +/-0,04 mm wobec +/-0,05 mm. W każdym wierszu, który kupujący czyta odruchowo, dwudziestokilogramowe ramię jest po prostu lepszą maszyną. Wyjątkiem jest wiersz o prędkości. Każde inne ramię rodziny CRX jedzie 1000 mm/s w trybie współpracy i przyspiesza do 2000 mm/s w trybie szybkim, czyli tym używanym, gdy gniazdo jest ogrodzone i nikt w środku nie stoi. Dla CRX-20iA/L producent podaje 1000 mm/s w obu trybach. Najsilniejszy średni cobot serii jest więc na stałe ograniczony do prędkości bezpiecznej dla człowieka, a w ogrodzonym cyklu starszy i słabszy CRX-10iA/L wykona w tym czasie więcej ruchów - każdy, który fizycznie udźwignie. To ma znaczenie, bo większość cobotów wcale nie pracuje przez całe życie obok ludzi. Bardzo wiele z nich trafia za ogrodzenie do paletyzacji albo obsługi maszyn, gdzie certyfikat współpracy jest wygodą przy instalacji, a nie codziennym trybem pracy. W takich gniazdach brak trybu szybkiego to sufit wydajności - i nie widać go ani w udźwigu, ani w zasięgu, ani w cenie. Te same tabele rozstrzygają pytanie, które katalog zadaje już czwartemu z rzędu producentowi cobotów. Zasięg nie mówi nic o udźwigu. Techman numeruje ramiona tak, że TM5-700 dźwiga więcej niż TM5-900; Universal Robots daje swojemu najsilniejszemu i średniemu ramieniu identyczny zasięg; KUKA, a teraz FANUC, powtarzają ten sam schemat. U FANUC-a dwa ramiona tej samej długości różnią się dwukrotnie tym, ile uniosą. Liczba w nazwie i liczba na rysunku to nie są fakty tego samego rodzaju, a tylko jedna z nich stoi w karcie katalogowej. wujec.ai dodał do katalogu profile CRX-10iA, CRX-10iA/L, CRX-20iA/L i CRX-30iA. Wszystkie liczby pochodzą z firmowych tabel parametrów FANUC America.
CRX-20iA/L →Seria S Techmana to nie nowa linia cobotów. To stare ramiona przebudowane do jednej trzeciej tolerancji
Techman Robot odsłonił serię TM AI Cobot S na targach Automate 2023 w Detroit 22 maja 2023 roku. Gdy zestawić cztery podstawowe modele z ramionami, które zastępują, okazuje się, że to przebudowa, a nie nowa rodzina — geometria została przeniesiona niemal bez zmian, a przesuwa się precyzja. TM12S przenosi 12 kg na 1300 mm i waży 33 kg. TM12 z 2018 roku przenosił 12 kg na 1300 mm i ważył 32,8 kg. Różnicą jest powtarzalność: wtedy plus/minus 0,1 mm, dziś plus/minus 0,03 mm. TM14S powtarza ten sam schemat wobec TM14 — te same 14 kg, te same 1100 mm, tolerancja mniejsza o ten sam współczynnik nieco ponad trzy. To właśnie tutaj reklamowana przez Techmana poprawa „nawet o 70 procent" jest dosłownie prawdziwa. Na górze oferty już nie: własne karty produktowe firmy dają TM25S i TM30S plus/minus 0,05 mm. Mniejsza para przesunęła się dalej. TM5S zachowuje zasięg 946 mm z modelu TM5-900 z 2016 roku, ale podnosi 5 kg zamiast 4, a TM7S wchodzi na miejsce TM5-700 z udźwigiem 7 kg na 758 mm zamiast 6 kg na 700 mm. Oba zyskały ten sam skok tolerancji, z plus/minus 0,05 mm do plus/minus 0,03 mm. Reszta wyposażenia serii S to rzeczy, których ramię z 2016 czy 2018 roku nie miało: uszczelnienie IP65 zamiast IP54, więc maszynę wolno myć strugą wody; szósta oś obracająca się z prędkością 450 zamiast 225 stopni na sekundę, co producent przelicza na deklarowane 25 procent krótszego cyklu; oraz do 31 funkcji bezpieczeństwa certyfikowanych przez TÜV w klasie PL d, kat. 3, które według Techmana zdejmują ze stanowiska potrzebę osobnego sterownika bezpieczeństwa. Jeden szczegół warto przeczytać uważnie przed zamówieniem. W starszej linii numer modelu nazywał rodzinę, a przyrostek podawał zasięg, więc TM5-700 był krótką wersją TM5. W serii S numer oznacza udźwig w kilogramach, a zasięgu w nazwie nie ma wcale — dlatego TM5S sięga o 188 mm dalej niż stojący obok w tym samym katalogu TM7S. Katalog ma już wszystkie osiem ramion serii S obok starszej linii, z której powstały.
Techman TM12S →Techman reklamuje serię S powtarzalnością +/-0,03 mm. Własne karty dają dwóm największym ramionom +/-0,05
Techman Robot reklamuje serię TM AI Cobot S jedną liczbą: powtarzalnością plus/minus 0,03 mm, którą nazywa poprawą nawet o 70 procent wobec wcześniejszej linii. Hasło stoi na stronie serii, a relacje branżowe z premier TM25S i TM30S powtarzały je jako parametr tych właśnie maszyn. Własne karty produktów producenta mówią co innego. Czytane po kolei, osiem ramion serii S dzieli się na dwie grupy. TM5S, TM7S, TM12S, TM14S i TM20S mają wpisane plus/minus 0,03 mm. TM25S i TM30S — ramię 25-kilogramowe o najdłuższym zasięgu w katalogu, bo 1902 mm, oraz ramię 30-kilogramowe z udźwigiem do 35 kg przy paletyzacji — mają oba plus/minus 0,05 mm. W praktyce znaczy to, że hasło serii opisuje ramiona lekkie i średnie, a nie flagową parę. Kupujący, który potrzebuje jednocześnie zasięgu i precyzji, musi wybierać: TM20S trzyma plus/minus 0,03 mm, ale kończy się na 1300 mm i 20 kg, a przejście na TM25S daje 600 mm więcej rozmachu kosztem dwóch setnych milimetra. Różnica jest w liczbach bezwzględnych niewielka i bez znaczenia przy paletyzacji, do której te dwa ramiona są sprzedawane. Nie jest bez znaczenia dla kupującego porównującego arkusze, bo wartość powtarzana w większości relacji z premier to nie ta sama wartość, która stoi na karcie produktu. Tam, gdzie oba źródła się rozchodzą, katalog zapisuje wartość z aktualnej karty konkretnego modelu i wyraźnie to w profilu zaznacza. wujec.ai dodał dziś do katalogu TM20S, TM25S i TM30S, domykając ofertę cobotów Techmana na ośmiu ramionach serii S i siedmiu ramionach wcześniejszej linii.
Techman TM25S →Dwa coboty, to samo ramię 900 mm, dwukrotna różnica w precyzji — i nie chodzi o zasięg
W zeszłym tygodniu oferta Universal Robots dała nam regułę czystą jak z podręcznika: powtarzalność pozycji pogarsza się wraz z wydłużeniem ramienia, niemal proporcjonalnie. Wystarczy postawić obok katalog Techman Robot, żeby ta reguła się rozsypała. Techmanowe TM5-900 i TM16 pracują w promieniu mniej więcej 900 mm. TM5-900 ma podaną powtarzalność 0,05 mm, TM16 — 0,1 mm. Ten sam zasięg, o połowę gorsza precyzja. Zmieniła się liczba udźwigu: 4 kg wobec 16 kg. A kiedy ramię Techmana opuści serię TM5, tolerancja przestaje się w ogóle ruszać — TM16 o zasięgu 900 mm, TM14 o zasięgu 1100 mm oraz TM12 i TM20 o zasięgu 1300 mm mają co do jednego 0,1 mm, niezależnie od długości. Precyzja jest więc u tego producenta cechą platformy, a nie geometrii. Są dwie rodziny: lekka, która trzyma 50 mikrometrów, i ciężka, która trzyma 100, a wybór krótszego modelu wewnątrz rodziny ciężkiej nie daje w dokładności nic. To inna odpowiedź konstruktorów na tę samą fizykę i zmienia sposób dobierania stanowiska. U Universal Robots kupujący wymienia zasięg na precyzję. U Techmana wymienia na precyzję klasę udźwigu, a zasięg dostaje w gratisie. Ta sama prawidłowość wraca wewnątrz ciężkiej rodziny w sposobie wydawania prędkości. TM12 i TM20 mają wspólne ramię 1300 mm i ważą 32,8 oraz 33 kg — różnica dwustu gramów — ale TM20 przenosi o osiem kilogramów więcej. Płaci za nie czasem, nie stalą: dwa pierwsze przeguby obracają się w nim z prędkością 90 stopni na sekundę, podczas gdy w TM12 pracują po 120, a średnia prędkość narzędzia spada z 1,3 do 1,1 metra na sekundę. TM12 jest po cichu najszybszym ramieniem tej firmy, bo długie ramię zamienia tę samą prędkość przegubu na dłuższą drogę narzędzia. Warto wyciągnąć jeszcze jedną liczbę, bo idzie pod prąd całej branży. Każde ramię z tej oferty ma dopuszczenie do pomieszczeń czystych klasy ISO 3, czyli klasy surowszej niż klasa 5, do której sięga tylko jeden model Universal Robots, i niż klasa 6 dostępna w jego większych maszynach. Przy produkcji półprzewodników i optyki — gdzie całe pytanie brzmi, czy maszyna w ogóle może stanąć w czystej przestrzeni — to właśnie ten zapis rozstrzyga zakup, a tutaj nie zależy od wyboru modelu. Uwaga o pochodzeniu liczb. Techman nie publikuje tabeli parametrów na własnych stronach produktowych, a w drukowanym katalogu podaje je jako grafikę bez warstwy tekstowej. Komplet danych dokumentuje za to Omron, który odsprzedaje te ramiona pod swoją marką od sojuszu obu firm w 2018 roku; jego tabela porównawcza była ostatnio aktualizowana w październiku 2024 roku. Tam, gdzie oba źródła się różnią — Omron zaokrągla zasięgi serii TM5 do 700 i 900 mm, a Techman podaje 946 mm dla wariantu długiego — obowiązuje liczba producenta.
Techman TM16 →Najdokładniejsze ramię w ofercie Universal Robots to najmniejszy model z premiery w 2018 roku
Wystarczy zestawić całą ofertę Universal Robots obok siebie, żeby zobaczyć liczbę, która nie chce się poprawiać z upływem lat. Powtarzalność pozycji, mierzona według ISO 9283, wynosi 0,03 mm w UR3e i UR5e — dwóch najmniejszych ramionach serii e, pokazanych na targach automatica w czerwcu 2018 roku. Każda maszyna wprowadzona przez firmę później ma 0,05 mm albo gorzej: UR16e z 2019 roku i UR10e po 0,05 mm, UR15 z 2025 roku również 0,05 mm, a ciężki UR20 — 0,1 mm, czyli trzy razy więcej niż ramię liczące dziś osiem lat. To nie jest cofanie się konstrukcji. To cena zasięgu i udźwigu. Dłuższe rury i cięższe przeguby odsuwają stały błąd położenia dalej od podstawy, a w tej rodzinie zależność jest niemal mechaniczna: UR3e o zasięgu 500 mm i UR5e o zasięgu 850 mm trzymają 30 mikrometrów, UR16e z 900 mm i UR10e z 1300 mm trzymają 50, a UR20 z 1750 mm — 100. Warto to powiedzieć wprost, bo najnowsze produkty wcale się z tej reguły nie wyłamują. UR15, wprowadzony w 2025 roku jako najszybsze ramię firmy, dorównuje powtarzalnością UR10e z 2018 roku, choć bije go prędkością. Universal Robots przez siedem lat dokładał udźwig, zasięg i prędkość narzędzia; sufit dokładności małych ramion nie drgnął. Dla kupującego odwraca to zwykły odruch, żeby zamawiać maszynę najnowszą i największą, jaka mieści się w budżecie. Zastosowanie, w którym liczy się miejsce odłożenia części — montaż elektroniki, obsługa laboratorium, wkręcanie śrub, dozowanie — najlepiej obsłuży najstarsze i najtańsze ramię z katalogu. Na górze oferty kupuje się zasięg, na dole precyzję. W tych samych kartach technicznych siedzą dwa mniejsze ustalenia. UR3e jako jedyny w rodzinie prowadzi trzy przeguby nadgarstka z prędkością 360 stopni na sekundę, dwa razy szybciej niż wszystko inne, co czyni go maszyną raczej do skręcania niż do noszenia. A UR5e jest jedynym ramieniem Universal Robots dopuszczonym do pomieszczeń czystych klasy 5 według ISO; większe UR10e i UR16e sięgają tylko klasy 6. W tej ofercie czystość i precyzja spadają razem ze wzrostem ramienia. Wszystkie liczby pochodzą z firmowych kart technicznych producenta w wydaniu z maja 2025 roku oraz z jego instrukcji obsługi PolyScope 5.
UR3e →W ofercie cobotów KUKI: im czystsze pomieszczenie, tym większy robot trzeba kupić
KUKA wypisuje dziś siedem konstrukcji współpracującego ramienia LBR iisy, a dwie z nich to fabryczne wersje do pomieszczeń czystych w klasie do ISO 3. Obie stoją na górze zakresu udźwigu: długoramienny model 11 kg oraz, od 2025 roku, zwarty model 15 kg. Ramiona 3, 6 i 8 kg nie mają wariantu czystego w ogóle. Ta kolejność kłóci się z charakterem pracy. Pomieszczenia czyste to przede wszystkim półprzewodniki, optyka, montaż wyrobów medycznych i automatyzacja laboratoriów — miejsca, gdzie blaty są krótkie, sprzęt stoi gęsto, a właściwym narzędziem jest zwykle małe ramię. W tej rodzinie kupujący, który potrzebuje klasy ISO 3, nie ma małej opcji: wejście zaczyna się od ramienia 1300 mm o udźwigu 11 kg. Ta sama odwrotność widać na drugim końcu oferty. Najmniejszy LBR iisy, model 3 kg R760, jest jedynym z klasą IP30 — ochrona przed ciałami stałymi powyżej 2,5 mm i zerowa ochrona przed wodą. Wszystkie modele od 6 kg wzwyż mają IP54. W tabeli rodziny ten wiersz wygląda jak każdy inny, ale w praktyce oznacza twardą granicę: ramię 3 kg jest na stół montażowy, a nie do gniazda obróbczego z mgłą chłodziwa, pyłem ze szlifowania czy myciem wodą. Najsłabiej chroniony robot jest więc najmniejszy, najlepiej chroniony największy, a pośrodku nie ma nic. Wersje do pomieszczeń czystych pojawiły się też z dużym opóźnieniem. Zwykłe modele 11 i 15 kg ogłoszono w czerwcu 2022 i były dostępne od końca tego roku; konstrukcje 6 i 8 kg doszły w 2023. Pierwszy wariant czysty, 11 R1300 CR, występuje w firmowym zestawieniu produktów w 2024 roku, a 15 R930 CR dopiero w 2025 — trzy lata po ramieniu, na którym się opiera. Producent nie podaje daty ogłoszenia żadnej z nich, więc te lata są dolną granicą, a nie datą premiery. Jeden szczegół warto zapisać na korzyść producenta. KUKA podaje klasę ISO 3 bez warunku prędkości ani udźwigu, bo CR to osobny numer katalogowy, a nie zwykły robot proszony o zwolnienie. To droższy sposób sprzedawania cobota do pomieszczeń czystych i jedyny, który wytrzymuje czytanie drobnego druku. Wszystkie siedem konstrukcji jest już w katalogu wujec.ai.
LBR iisy 15 R930 CR →Techman wciąż sprzedaje coboty, które jego własne modele z 2022 roku biją w każdej liczbie
Gdy przeczytać sześciomodelową linię TM AI Cobot firmy Techman Robot jako jedną tabelę, wychodzi niezręczna prawidłowość: dwa ramiona, które tajwański producent wypuścił w 2022 roku, biją dwa wypuszczone w 2018 w każdym opublikowanym parametrze, a wszystkie cztery pozostają w katalogu. TM20 przenosi 20 kg przy zasięgu 1300 mm i waży 32 kg. Cztery lata starszy TM12 przenosi 12 kg przy dokładnie tym samym zasięgu 1300 mm i waży 33 kg. Ta sama przestrzeń robocza, o osiem kilogramów mniejszy udźwig, o kilogram większa masa na płycie montażowej. Druga para powtarza ten układ: TM16 przenosi 16 kg na 917 mm przy masie 32 kg, wobec 14 kg na 1100 mm i 33 kg w TM14 — tu starsze ramię zachowuje przynajmniej przewagę zasięgu, i jest to jedyna kolumna w całej linii, w której rok 2018 wygrywa. Nazewnictwo nie pomaga kupującemu tego dostrzec. W cięższych modelach liczba oznacza udźwig, więc od TM12 do TM20 czyta się to jak drabinę. W parze TM5 już nie: TM5-700 przenosi 6 kg, a TM5-900 przenosi 4 kg, obydwa pod nazwą sugerującą pięć, i żadne nie sięga tylu milimetrów, ile ma we własnym oznaczeniu — karty katalogowe podają 746 mm i 946 mm. Techman nie publikuje cen katalogowych, więc katalog nie podaje żadnego widocznego powodu, by wybrać parę z 2018 zamiast pary z 2022. Jakikolwiek ten powód jest — cena, zainstalowana baza, ciągłość części zamiennych dla istniejących stanowisk — nie stoi na stronach produktowych, a kupujący dobierający stanowisko wyłącznie po zasięgu i udźwigu nie ma jak go znaleźć. Najnowsza linia firmy idzie znowu w inną stronę. Seria S, wprowadzona w 2023 roku i rozszerzona w 2025 o TM6S i TM20S, jest uszczelniona do IP65 zamiast IP54 i deklaruje powtarzalność plus/minus 0,03 mm, którą Techman opisuje jako nawet o 70 procent lepszą niż we wcześniejszych ramionach. Szczelność i precyzja zwykle wykluczają się nawzajem; tutaj poprawiły się razem, jedno pokolenie od ramion, które nadal stoją obok nich w sprzedaży.
Techman TM5-900 →Przeczytaj dwanaście cobotów Doosana naraz, a wyjdzie jedna reguła: o precyzji decyduje długość ramienia, nie udźwig
Doosan Robotics sprzedaje dwanaście ramion współpracujących, a jego własna strona z ofertą podaje przy każdym dokładnie trzy liczby: udźwig, zasięg i powtarzalność. Zestawione obok siebie, te trzydzieści sześć liczb mówi coś, czego nie napisano na żadnej karcie produktu — trzecia liczba zależy wyłącznie od drugiej. Każde ramię Doosana o zasięgu 900 mm ma podaną powtarzalność 0,03 mm. Dotyczy to A0509 unoszącego 5 kg, wersji A0509S z czujnikiem siły i tak samo M1509, który unosi piętnaście kilogramów — trzy razy większy ciężar, ten sam zasięg, ta sama precyzja. Ramiona sięgające 1200 lub 1300 mm mają podane 0,05 mm: dziewięciokilogramowy A0912 wraz z wariantami S i F oraz dziesięciokilogramowy M1013. A każde ramię długie ma 0,1 mm: dwudziestokilogramowy H2017 przy 1700 mm, dwudziestopięciokilogramowy H2515 przy 1500 mm i nowy P3020, który przenosi 30 kg na 2030 mm. Intuicja podpowiada coś przeciwnego. Kupujący zapytany, który z dwóch cobotów będzie dokładniejszy, zwykle wskazuje lżejszy, zakładając, że ciężki ładunek wszystko ugina. Katalog samego Doosana mówi, że dokładności nie kosztuje ciężar, tylko długość. Mały błąd kątowy w barku zamienia się w duży błąd na narzędziu i rośnie wraz z ramieniem dźwigni. Udźwig da się obsłużyć sztywniejszymi przegubami i mocniejszymi silnikami; dźwigni nie da się skonstruować inaczej. W całej ofercie jest dokładnie jeden wyjątek i jest on pouczający. E0509 też sięga 900 mm, ale powtarza pozycję z dokładnością 0,05 mm zamiast 0,03 mm. To uszczelniony model spożywczy o szczelności IP66, który wolno myć wodą bez ochronnej kurtki — a jak ten katalog opisywał wcześniej, właśnie uszczelnienie przegubów kosztuje go te dwie setne milimetra. Łamie regułę z powodu, który nie ma nic wspólnego z geometrią. W tym świetle P3020, pokazany przez Doosana na targach Automate 2024, nie jest maszyną, w której zrezygnowano z precyzji. To najmniej dokładne ramię w ofercie firmy, z wynikiem 0,1 mm, ponieważ jest najdłuższe — i jest przeznaczone do układania kartonów na paletach, gdzie dziesiąta część milimetra leży daleko poniżej tego, co zadanie w ogóle zauważy. Ta sama strona pokazuje, dlaczego najkrótsze ramiona są najdokładniejsze i dlaczego żadna dopłata nie kupi 0,03 mm przy dwóch metrach zasięgu. Nie jest to zarzut wobec producenta: liczby są publikowane jawnie i konsekwentnie, i tylko dzięki temu prawidłowość da się w ogóle odczytać. To raczej przypomnienie, że tabela specyfikacji czytana wiersz po wierszu odpowiada na inne pytanie niż ta sama tabela czytana w całości.
P3020 →Doosan sprzedaje dwa coboty do żywności. Ten, który wolno myć wodą, jest mniej dokładny
Doosan Robotics odpowiada na pytanie, jak postawić ramię robota przy jedzeniu, dwa razy — a jego własne karty produktów pokazują, ile kosztuje każda z odpowiedzi. Seria E koreańskiego producenta istnieje dla branży spożywczej i gastronomii. Jej jedyny model, E0509, unosi 5 kg przy zasięgu 900 mm, ma certyfikat NSF w zakresie higieny żywności i szczelność IP66, a szczeliny między jego osiami są uszczelnione. Producent chwali się tym, co dzięki temu znika: higieną bez dodatkowego wyposażenia w rodzaju kurtek robota — zmywalnych pokrowców, którymi zwykle owija się ramię przemysłowe pracujące przy jedzeniu, a które kosztują, zasłaniają przeguby i przeszkadzają w myciu. W tym samym katalogu stoi jednak A0509F, spożywcza odmiana lekkiej serii A. Ma ten sam udźwig 5 kg, ten sam zasięg 900 mm i ten sam certyfikat NSF. Różnica siedzi w trzeciej liczbie. A0509F powtarza pozycję z dokładnością 0,03 mm. Uszczelniony E0509 — z dokładnością 0,05 mm. Dwie setne milimetra to cena zamknięcia przegubów, a wartości IP na karcie A0509F Doosan nie podaje wcale. To nie jest wada, tylko wybór postawiony przed kupującym, i to wybór postawiony wyjątkowo uczciwie. Zakład, który sprząta przez przecieranie, może mieć ramię dokładniejsze. Kuchnia, która sprząta wężem, musi oddać precyzję za maszynę znoszącą wodę. Reklama nie mówi — a widać to dopiero wtedy, gdy czyta się obie karty obok siebie — że higiena i dokładność ciągną w przeciwne strony, a robot reklamowany jako specjalista od żywności jest z tych dwóch tym mniej precyzyjnym. Serię E ogłoszono 17 kwietnia 2023 roku, w ramach premiery trzynastu cobotów z pięciu rodzin, a wysyłkę rozpoczęto w czerwcu tamtego roku. Zastosowania, które wylicza sam Doosan, są bardziej konsumenckie niż przemysłowe: wkładanie jedzenia do frytkownicy i smażenie kurczaka w 170 stopniach, parzenie kawy przelewowej w tempie trzech filiżanek na piętnaście sekund, gotowanie makaronu o stałej jakości. Oba roboty mają już profile w tym katalogu. Masy ramienia, prędkości przegubów ani ceny katalogowej producent na swoich stronach nie publikuje, więc te pola zostają u nas puste, zamiast być uzupełnione z listingów dystrybutorów.
E0509 →Trzy coboty, trzy klasy czystości — i przy dwóch stoi gwiazdka
Trzy karty katalogowe ramion współpracujących czytane obok siebie dają to samo zdanie napisane na trzy sposoby, a różnice rozstrzygają, czy liczba z folderu przetrwa zetknięcie z prawdziwą linią produkcyjną. ABB ogłosiło rodzinę cobotów PoWa 22 kwietnia 2026 roku w Zurychu, a flagowy PoWa 13 jest najszybszą maszyną w swojej klasie: 5,8 m/s na narzędziu przy pełnym udźwigu znamionowym, 8,3 m/s przy kilogramie, i przy tym powtarzalność pozycji 0,03 mm. Firma deklaruje też przydatność ramienia do pomieszczeń czystych klasy 4 według ISO 14644-1. Warunek stoi wiersz niżej: klasa 4 obowiązuje przy 50 procentach prędkości znamionowej. Przy pełnej prędkości ramię jest w klasie 5. Ta sama konstrukcja zapisu pojawia się u Universal Robots. UR15, pokazany na targach Automate w Detroit w maju 2025 i najszybsze ramię, jakie zbudowali Duńczycy (5 m/s), również ma deklarowaną klasę 4 — z przypisem wiążącym ją z utrzymaniem prędkości i udźwigu na poziomie najwyżej 80 procent. Ten katalog odnotował ów zapis, gdy powstawał profil UR15. Obniżka ABB jest z tych dwóch ostrzejsza i jest to arytmetyczna konsekwencja szybszego ramienia: więcej prędkości to więcej cząstek w powietrzu, więc tym więcej prędkości trzeba oddać. KUKA odpowiada na to pytanie inaczej. Zamiast ograniczać maszynę standardową, niemiecka firma buduje osobne warianty do pomieszczeń czystych: w katalogu LBR iisy obok modeli zwykłych stoją 11 R1300 CR i 15 R930 CR, a dla wersji czystej producent podaje klasę do ISO 3 — czystszą niż deklaruje którykolwiek z rywali — bez publikowanego warunku prędkości. To odpowiedź droższa dla kupującego, bo oznacza nabycie innego robota zamiast spowolnienia już zainstalowanego, i to ona wytrzymuje pracę linii w tempie nominalnym. Praktyczny wniosek jest prosty. Klasa czystości wydrukowana w folderze cobota nie jest cechą robota; jest cechą robota przy określonej prędkości. Dwaj z tych trzech producentów mówią o tym w przypisie, a trzeci mówi, sprzedając drugi numer katalogowy. Wszystkie trzy ramiona są już w tym katalogu: ABB PoWa 13, KUKA LBR iisy 15 R930 i Universal Robots UR15. Liczby pochodzą z własnych kart katalogowych i stron produktowych producentów — karty ABB PoWa CRB 1910 z 27 maja 2026, specyfikacji technicznej Universal Robots z kwietnia 2026 oraz stron produktowych KUKA LBR iisy.
PoWa 13 →Najmniejsze ramię współpracujące FANUC-a jest zarazem najszybsze i najdokładniejsze
W rodzinie robotów mały model bywa zwykle kompromisem: mniejszy zasięg, mniejszy udźwig i gorsze liczby także we wszystkich pozostałych rubrykach. Najnowsze ramię współpracujące FANUC-a łamie tę regułę, a widać to dopiero wtedy, gdy jego kartę katalogową czyta się obok karty najbliższego krewnego. CRX-3iA wszedł do produkcji seryjnej w styczniu 2026 roku, a na rynek północnoamerykański trafił 20 kwietnia 2026. Podnosi 3 kg na zasięgu 692 mm i waży 11 kg. Rozmiar wyżej, CRX-5iA, podnosi 5 kg na 994 mm i waży 25 kg. Gdy doczytać obie karty do końca, kolejność się odwraca. Powtarzalność małego ramienia wynosi 0,02 mm wobec 0,03 mm u większego. Tak samo jest z prędkością: 1200 mm/s w trybie współpracy i 2500 mm/s w trybie szybkim, wobec 1000 i 2000 mm/s. Najmniejszy CRX jest najdokładniejszy i najszybszy w rodzinie — po prostu niewiele uniesie. Decyzją konstrukcyjną, z której wynika reszta, jest masa. Jedenaście kilogramów przenosi jedna osoba, więc FANUC usunął śruby kotwiące: robot stoi na podstawie magnetycznej, montuje się na podłodze, ścianie, suficie lub pochyło, a kąt własnego montażu wykrywa sam, zamiast dostawać go w nastawach. Po przeniesieniu operator dotyka ściany drutem spawalniczym, a ramię ustala, gdzie teraz stoi — dzięki temu wyuczony program przeżywa przeprowadzkę, czyli odpada krok, który zwykle czyni przenoszenie robota kosztownym. Trzy kilogramy też nie są przypadkowym dnem. Wystarczają, by unieść jednocześnie palnik i czujnik śledzenia spoiny, a to właśnie pozwala maszynie odnaleźć złącze i samodzielnie ułożyć trasę, zamiast odtwarzać sztywno zapisany ruch. FANUC wymienia wśród zastosowań budowę statków: konstrukcje zbyt duże, by przywieźć je do gniazda zrobotyzowanego, gdzie to maszyna musi przyjść do pracy. To ramię jest pierwszym robotem FANUC w naszym katalogu. Producent nie podaje ceny katalogowej — robot wyceniany jest pod konfigurację.
CRX-3iA →Jedna seria robotów adaptacyjnych, dwie zupełnie różne maszyny
Yaskawa sprzedaje linię Motoman NEXT jako jeden pomysł w czterech rozmiarach: ramię przemysłowe, które rozpoznaje, co ma przed sobą, decyduje i sprawdza wynik, zamiast odtwarzać wyuczoną trasę. Cztery karty katalogowe czytane obok siebie — wydanie 06/2026 — opisują jednak dwie różne maszyny pod jednym szyldem. Mała para jest lekka i szybka. NEX7 unosi 7 kg, waży 48 kg i wraca do pozycji z dokładnością 0,01 mm; podstawa obraca się z prędkością 375°/s, a kołnierz narzędzia 1000°/s. NEX10 unosi 10 kg przy 58 kg masy własnej i powtarzalności 0,015 mm. Duża para to sprzęt innego rodzaju. NEX20 ma dwukrotnie większy udźwig niż NEX10, ale blisko czterokrotnie większą masę — 225 kg wobec 58 kg. NEX35 dochodzi do 35 kg udźwigu i 370 kg masy. Stosunek masy robota do udźwigu skacze z około sześciu do jednego w małych rozmiarach do jedenastu do jednego w dużych. Serię łączy filozofia sterowania, a nie jedna konstrukcja przeskalowana w górę i w dół. Prędkość i dokładność idą za masą. Od NEX7 do NEX35 podstawa zwalnia z 375°/s do 180°/s, kołnierz narzędzia z 1000°/s do 400°/s, a powtarzalność luzuje się czterokrotnie, z 0,01 mm do 0,04 mm. Inteligencja jest w całej serii ta sama — ten sam sterownik YNX1000 i ta sama jednostka decyzyjna na NVIDIA Jetson Orin — ale robot, który decyduje w czasie rzeczywistym, a potem obraca podstawę z prędkością 180°/s, to inna propozycja niż taki, który robi to z prędkością 375°/s. Zdolność dostosowania sprzedawana jest jednakowo; możliwość zadziałania na jej podstawie już nie. Jedna liczba nie układa się w prostą zależność: kołnierz narzędzia w NEX20 obraca się z prędkością 900°/s, a więc szybciej niż 800°/s w NEX10. Prędkość nadgarstka jest zatem decyzją konstrukcyjną dla każdego rozmiaru, a nie prostym następstwem udźwigu. Dwa zastrzeżenia co do źródła. Własna karta NEX35 jest niespójna w nazwie produktu — nagłówek podaje NEXT35, a nazwa pliku, żywa pagina i katalog mówią NEX35 — i drukuje zakres ruchu ramienia dolnego jako -140/-90°, czyli 50 stopni, których żadne przegubowe ramię dolne nie ma; sąsiednie rozmiary mają +135/-100° i +145/-100°. Potraktowaliśmy tę liczbę jako literówkę i zostawiliśmy ją poza profilem, zamiast ją powtarzać. Wszystkie cztery rozmiary mają dziś profile w naszym katalogu. Różnica między tym, co zapowiedziano, a tym, co jest w ofercie, sięga dalej niż jeden model: czterokilogramowy NEX4 z ogłoszenia z 2023 roku nie ma karty produktu w północnoamerykańskim katalogu Yaskawy, a nie mają jej też dwa ramiona współpracujące, NHC12 i NHC30, pokazane wraz z platformą we wrześniu 2024 roku — dział robotów współpracujących tego katalogu wymienia wyłącznie starsze HC10DTP, HC20DTP i HC30PL (sprawdzone 6 września 2026). Zapowiedziano siedem maszyn platformy; w katalogu można znaleźć cztery.
Motoman NEXT NEX35 →Nachylenie z karty kosiarki bardzo często kończy się na granicy trawnika
Kosiarki automatyczne sprzedaje się jedną liczbą nachylenia, a kupujący z pochyłym ogrodem czyta ją jako granicę możliwości maszyny. W instrukcjach bardzo często są to dwie liczby, a ta druga — nachylenie dopuszczalne na granicy trawnika — bywa trzykrotnie niższa od reklamowanej. Nowa seria Navimow H2 firmy Segway-Ninebot, która trafiła do europejskiego sklepu producenta 9 lutego 2026 roku, jest dopuszczona do 45 procent w polu roboczym i 25 procent na granicy. Model i2 LiDAR deklaruje dokładnie ten sam rozdźwięk. Husqvarna jest jeszcze dosadniejsza: Automower 450X ma w karcie 45 procent wewnątrz instalacji i 15 procent na granicy, czyli różnicę trzykrotną. W samym katalogu Segwaya podział idzie za napędem, a nie za ceną. Model i2 AWD, najtańsza maszyna linii za 899 euro, utrzymuje pełne 45 procent aż do krawędzi. Tak samo i2 LiDAR Pro przy 55 procentach i flagowy X4, który trzyma 84 procent, czyli 40 stopni, zarówno w trawniku, jak i na jego granicy. Dwa modele tracące na krawędzi — H2 i i2 LiDAR — to jedyne dwa bez napędu na cztery koła. Lepszy zestaw czujników nie kupuje przyczepności na skarpie. Różnica ma znaczenie, bo to właśnie granica bywa w pochyłym ogrodzie najbardziej stroma. Trawnik opadający ku płotowi albo rowowi osiąga największy spadek dokładnie tam, gdzie kosiarka ma najniższe dopuszczenie, a właściciel, który sprawdził wyłącznie liczbę z nagłówka, kupił maszynę pod niewłaściwą część ogrodu. Wszystkie powyższe wartości pochodzą z tabel parametrów samych producentów — Segway publikuje je wyłącznie w instrukcjach obsługi, a nie na stronach produktowych.
Segway Navimow H2 Series →Jedna seria kosiarek Segwaya, trzy sposoby ustalania pozycji — i tylko najtańsza może skończyć z anteną wbitą w trawnik
Segway-Ninebot sprzedaje dziś trzy kosiarki automatyczne pod jedną nazwą Navimow i2. Wyglądają na zwykłą drabinkę cenową: i2 AWD od 899 euro, i2 LiDAR od 1199 euro, i2 LiDAR Pro od 1599 euro. Gdy zestawić trzy instrukcje obsługi obok siebie, okazuje się, że to trzy różne odpowiedzi na to samo pytanie — skąd kosiarka wie, gdzie jest w ogrodzie? Najtańsza maszyna nie ma lidaru. Model i2 AWD ustala pozycję korektami satelitarnymi dostarczanymi własnym modemem komórkowym, co Segway nazywa sieciowym RTK, i uzupełnia je obrazem z przedniej kamery tam, gdzie sygnał słabnie. Model środkowy rezygnuje z satelitów i mapuje trawnik skanerem laserowym w parze z kamerą. Model najwyższy, sprzedawany od 16 marca 2026, jest reklamowany jako łączący wszystkie trzy źródła naraz: lidar, sieciowe RTK i wizję. Konsekwencja dla kupującego siedzi w rozdziale o montażu i biegnie odwrotnie niż cena. Instrukcja i2 AWD jest jedyną z trzech, która zawiera punkt zatytułowany montaż anteny. Tam, gdzie usługa korekt sieciowych nie jest obsługiwana, właściciel musi wbić dołączoną antenę referencyjną w otwartym miejscu z niezasłoniętym widokiem nieba i co najmniej dwoma metrami wolnej przestrzeni z każdej strony albo dokupić uchwyt i zamocować ją na ścianie. Obie instrukcje lidarowe takiego rozdziału nie mają, anteny nie mają — i, sprawdzone słowo po słowie, nie wspominają o RTK ani razu na żadnej stronie, także w modelu, który producent reklamuje jako z niego korzystający. Ich rozdziały instalacyjne sprowadzają się do włączenia maszyny, złożenia stacji ładującej i aktualizacji oprogramowania. Reklamowy trawnik bez anteny jest więc prawdą o całej serii, ale bezwarunkową tylko w modelach drogich. W tanim obowiązuje wewnątrz mapy zasięgu, a poza nią już nie. Kupujący na skraju zasięgu sieci to zaś dokładnie ci, którzy najczęściej szukają w dolnej półce oferty. Z tej samej instrukcji wyszła jeszcze jedna osobliwość. Sklep wystawia dwa warianty i2 AWD: i205 na 500 metrów kwadratowych i i208 na 800. Instrukcja opisuje cztery, dokładając i206 na 600 metrów i i210 na 1000 — a sklep sprzedaje rozszerzone gwarancje na obie maszyny, do których posiadania w ofercie się nie przyznaje. Wszystkie trzy kosiarki są już w katalogu, ze specyfikacjami wziętymi z instrukcji producenta.
Segway Navimow i2 AWD →Segway sprzedawał cztery kosiarki jako jedną rodzinę — tylko najdroższa widziała przeszkodę, zanim w nią wjechała
Serię H Segway przedstawia jako jedną maszynę w czterech rozmiarach: to samo nadwozie, ta sama szerokość koszenia 21 cm, ta sama wysokość od 30 do 60 mm, ta sama moc akustyczna 54 dB(A). Jedyne, co rozdziela materiał reklamowy, to powierzchnia trawnika — 500, 800, 1500 albo 3000 metrów kwadratowych — i dobrana do niej bateria. Instrukcja producenta rozdziela jeszcze dwie rzeczy, a żadnej z nich nie widać w opisie sprzedażowym. Pierwsza to czujnik ultradźwiękowy. Na liście zawartości pudełka ma własny przypis: „dla H3000E". Potwierdza to tabela specyfikacji z dwiema różnymi kolumnami czujników — trzy z czterech maszyn dostają IMU, czujnik zatrzymania ostrza, zderzeniowy, podniesienia, deszczu i enkodery kół, a ultradźwięki dokłada wyłącznie model największy. Dla kupującego to różnica między kosiarką, która zauważa przedmiot z odległości, a kosiarką, która dowiaduje się o nim, wjeżdżając w niego i cofając. Druga to moduł komórkowy. Rozdział o wyświetlaczu stanu mówi wprost, że wskaźnik 4G dotyczy „modeli H800E, H1500E i H3000E", co zostawia wejściowy H500E z samym Wi-Fi i Bluetoothem — akurat tę maszynę najczęściej kupuje się do małego ogrodu, na skraju zasięgu domowej sieci bezprzewodowej. Żadna z tych luk nie jest właściwie ukryta. Obie są po prostu wydrukowane w 69-stronicowym pliku PDF, a nie na stronie produktu, i obie przetrwały wznowienie linii w 2025 roku jako warianty z kamerą, od H500-VF do H3000-VF, w cenach od 1399 do 2699 euro. We wrześniu 2026 wszystkie warianty H figurują w europejskim sklepie Segwaya jako niedostępne — firma sprzedaje tam już tylko serię i2 z lidarem i flagowy model X4. Wniosek wart zapamiętania na przyszłość: w rodzinie sprzedawanej metrami trawnika tańszy numer bywa też krótszą listą czujników.
Segway Navimow H Series →Ta sama kosiarka Mammotion ma w Europie stację RTK w pudełku, a w Ameryce jest reklamowana jako maszyna, która jej nie potrzebuje
YUKA mini firmy Mammotion to jedna nazwa handlowa obejmująca dwie różne maszyny, a różnica dotyczy tego, co kupującego interesuje najbardziej: skąd kosiarka wie, gdzie się znajduje. Sklep europejski sprzedaje warianty 600 i 800, a lista zawartości pudełka na stronie produktu jest jednoznaczna. Obok kosiarki, jej stacji ładującej i zapasowego kompletu ostrzy leży stacja referencyjna RTK, antena RTK, jej zasilacz, pięciometrowy przedłużacz i pal do wbicia w trawnik. Korekty satelitarne pochodzą ze sprzętu, który właściciel montuje i ustawia w kierunku nieba. Sklep amerykański sprzedaje tę samą kosiarkę jako 600H i 800H, a jego opis zaczyna się od zdania dokładnie odwrotnego: bez przewodu i bez instalacji RTK. Tam korekty docierają siecią, przez usługę iNavi, którą firma opisuje jako pozycjonowanie centymetrowe bez fizycznej stacji bazowej. Istotny jest przypis: wersja amerykańska nie ma wbudowanego modułu 4G, więc łącze sieciowe, na którym cały ten układ się opiera, jest płatnym dodatkiem, a nie częścią maszyny. Kamery są po obu stronach takie same. Mammotion nazywa ten układ UltraSense AI Vision, podaje układ scalony wykonujący pięć bilionów operacji na sekundę i deklaruje, że kosiarka potrafi pracować przez trzysta metrów przy zakłóconej łączności satelitarnej, a po jej powrocie synchronizuje się z powrotem. Ta deklaracja znaczy jednak co innego w zależności od tego, które pudełko przyszło: w Europie jest zabezpieczeniem na chwilę, gdy własna stacja bazowa traci widok satelitów, w Ameryce — na dziury w zasięgu sieci komórkowej. Praktyczny wniosek dotyczy każdego, kto wybiera sprzęt po recenzjach. Europejski użytkownik opisujący montaż anteny na palu i amerykański, który pisze, że kosiarka nie wymagała żadnej instalacji, obaj opisują YUKA mini zgodnie z prawdą. Różnią się też ceny: 599 i 699 euro w Europie wobec katalogowych 899 euro, przy czym oba warianty są tam we wrześniu 2026 wyprzedane, oraz 749 i 1299 dolarów w sklepie amerykańskim, gdzie towar jeszcze jest. Jak przy każdej tańszej kosiarce tego producenta, opublikowane liczby kończą się szybko. Masa podana jest jako 10,6 kilograma w Europie i 23 funty w Ameryce, nachylenia jako 50 procent, wysokość cięcia między dwoma a trzema i pół cala. Szerokości koszenia, wymiarów, czasu pracy na jednym ładowaniu ani głośności nie ma nigdzie.
Mammotion YUKA mini →W obu kompaktowych liniach kosiarek Mammotion tańszy wariant nie jest mniejszą maszyną — to ten, który zamienił lidar na zasięg sieci
Katalog Mammotion na 2026 rok nazywa kompaktowe kosiarki od powierzchni trawnika: LUBA mini 2 AWD 1000 i 1500, YUKA mini 2 800 i 1000. Liczby sugerują, że różnica sprowadza się do tego, ile trawy maszyna obsłuży. Wystarczy przeczytać karty produktowe wszystkich czterech u samego producenta, żeby zobaczyć inną granicę — i przebiega ona po czujnikach. W obu liniach droższy wariant ma lidar 360 stopni. LUBA mini 2 AWD 1500 za 1699 euro ustala pozycję lidarem i dwiema kamerami, i nie potrzebuje żadnego łącza. YUKA mini 2 1000 za 1099 euro sprzedawana jest pod hasłem „Ultimate 360 LiDAR” i jednoznacznym zapewnieniem „No RTK, No Cable”. W obu liniach tańszy wariant nie ma lidaru wcale. LUBA mini 2 AWD 1000 za 1399 euro łączy trzy kamery z NetRTK — korektami satelitarnymi przesyłanymi przez 4G albo Wi-Fi zamiast z anteny stojącej w ogrodzie. YUKA mini 2 800 za 899 euro robi to samo trzema kamerami i usługą iNavi, reklamowaną jako bezpłatna przez cały okres życia maszyny. To jest realna różnica w tym, co kupujący musi mieć u siebie w domu, a nazwa modelu jej nie niesie. Maszyna z lidarem mierzy ogród sama i pracuje tak samo niezależnie od tego, czy sieć komórkowa sięga do dalszego żywopłotu. Maszyna z kamerami i NetRTK ma jedno bezwzględne odniesienie i dociera ono drogą radiową. Drzewa, mury i zmierzch w obu wypadkach obsługują kamery; dziura w zasięgu nie jest dla obu tym samym problemem. Z tego samego powodu warto uważnie czytać opisy tańszych wariantów. Strona YUKA mini 2 800 głosi „No RTK, No Cable, No signal issue”, a kilka sekcji niżej oferuje dożywotni bezpłatny dostęp do sieciowej usługi korekcyjnej działającej „bez potrzeby fizycznej stacji bazowej”. Oba zdania są prawdziwe w wąskim sensie, który producent ma na myśli — nie ma stacji do postawienia ani anteny do zamontowania — ale czytelnik, który weźmie „No RTK” dosłownie, wyciągnie wniosek, że maszyna nie korzysta z satelitów w ogóle. A korzysta. Nic z tego nie czyni tańszych maszyn złym zakupem. Kosztują o 200 do 300 euro mniej, instaluje się je w kilka minut, a trzy lata transmisji komórkowej dorzucone do YUKA mini 2 800 producent dokłada właśnie dlatego, że łącze ma znaczenie. To zwyczajne ustępstwo, nazwane tutaj wprost, bo nazwy produktów nie nazywają go nigdzie: w tym katalogu próg cenowy nie jest progiem wielkości trawnika, tylko progiem między kosiarką, która mierzy ogród, a kosiarką, której się mówi, gdzie jest.
Mammotion YUKA mini 2 800 →Mammotion nazywa nawigację trójźródłową swoim przełomem — a w następczyni kosiarki, która ją wprowadziła, jednego źródła już nie ma
Mammotion sprzedaje swoje kompaktowe kosiarki pod hasłem nawigacji, którą nazywa trójźródłową: lidar półprzewodnikowy, sieciowe korekty RTK i wizja AI z kamer pracujące jednocześnie, żeby ogród z drzewami, murami i wąskimi przejściami nie rozbijał pozycjonowania. Producent nie ukrywa, skąd ten pomysł się wziął. Na karcie produktowej kosiarki LUBA mini AWD LiDAR, wystawionej w europejskim sklepie 30 czerwca 2025 roku, pisze wprost, że układ zadebiutował właśnie na tej maszynie, a dziś napędza flagową LUBA 3 AWD z 2026 roku. Ta maszyna jest już w Europie wyprzedana, a sklep kieruje kupujących do jej bezpośredniej następczyni — LUBA mini 2 AWD 1500 z 8 maja 2026 roku. Ten wariant orientuje się wyłącznie lidarem i kamerami. Nie ma anteny RTK do zamontowania ani sieciowej usługi korekcyjnej w tle, a producent przedstawia to jako zaletę, bo znika jedyny kłopotliwy krok instalacyjny kosiarek korygowanych satelitarnie. Oba zdania są prawdziwe naraz i razem są ciekawsze niż każde z osobna. W ciągu jedenastu miesięcy ta sama firma wprowadziła w linii kompaktowej trzecie źródło nawigacji, przeniosła je do flagowca i z linii kompaktowej znów je usunęła. Kupujący, który porównuje obie kosiarki, nie wybiera między modelem starym a lepszym nowym: starsza maszyna ustala pozycję z trzech niezależnych źródeł, nowsza z dwóch, i tylko starsza ma się na czym oprzeć, gdy lidar i kamery zawodzą jednocześnie — przy ulewie, przy niskim słońcu prosto w obiektywy, na trawniku wyglądającym tak samo w każdą stronę. Ustępstwo działa też w drugą stronę. Sieciowe RTK w starszej kosiarce to usługa płatna i jedna rzecz więcej do skonfigurowania; nowsza działa od razu po wyjęciu z pudełka. Żadne z tych podejść nie jest po prostu lepsze i właśnie dlatego różnicę warto nazwać, zamiast chować ją pod marketingową nazwą sugerującą, że nowsza maszyna ma wszystkiego więcej. Wewnątrz samej linii następczyni kryje się druga niespodzianka — z tych, które kupujący odkrywa dopiero po zapłaceniu. Tańszy wariant, LUBA mini 2 AWD 1000, wystawiony w tym samym sklepie 1 stycznia 2026 roku za 1399 euro, nie jest wersją 1500 z mniejszym akumulatorem. To on zachował sieciowe RTK, a stracił lidar: pozycję ustala z trzech kamer i korekt satelitarnych przesyłanych łączem 4G albo Wi-Fi. Dwie kosiarki sprzedawane pod jedną nazwą serii orientują się więc w odwrotny sposób: droższa nie potrzebuje sieci w ogóle i widzi ogród przestrzennie, tańsza wymaga działającego łącza i widzi go wyłącznie przez obiektywy. Sama nazwa serii nie mówi, która z nich stoi na półce. Ceny katalogowe też nie idą w parze z liczbą czujników. Starsza kosiarka była wystawiona za 2299 euro i schodziła za 1399 euro, nowsza kosztuje 1699 euro.
Mammotion LUBA mini AWD LiDAR →Wysokość progu z pudełka mierzona jest na schodku podwójnym. Na progu drzwi robot pokonuje mniej więcej połowę
Odkurzacze z unoszonym podwoziem sprzedaje się jedną liczbą: jak wysoką przeszkodę pokonują. Z tabel parametrów dwóch producentów wynika, że reklamowana wartość mierzona jest na schodku podwójnym — dwóch krawędziach po kolei — a pojedynczy próg, czyli to, co faktycznie stoi w drzwiach, ma osobną i wyraźnie niższą granicę. Dreame X50 Ultra, dodany dziś do naszego katalogu, reklamowany jest liczbą 60 mm. Własna tabela producenta zastrzega, że chodzi o próg dwustopniowy, a przypis dokłada warunek: odstęp między stopniami musi być większy niż 40 mm. Dla pojedynczej pionowej przeszkody Dreame podaje 42 mm. Następca z 2026 roku, X60 Ultra, powtarza ten układ z jeszcze większą różnicą: 88 mm na schodku podwójnym i 45 mm na pojedynczym. Ecovacs opisuje swojego DEEBOT-a X12 OmniCyclone tak samo, tyle że w calach: pojedyncze progi do 0,94 cala (24 mm), ciągłe schodki podwójne do 1,57 cala (40 mm). We wszystkich trzech przypadkach liczba ze sloganu jest od 1,4 do 2 razy większa od tej dla pojedynczego progu. Różnica nie jest sztuczką językową — podwozie, które wciągnie przednie koła na pierwszą krawędź, może się na niej oprzeć i podciągnąć tylne na drugą, dlatego para stopni bywa łatwiejsza niż jedna wysoka listwa. Jest za to złą liczbą jako odpowiedź na pytanie kupującego. Progi drzwiowe, listwy balkonowe i brodziki to przeszkody pojedyncze. Czytane po mniejszej liczbie, czołowe konstrukcje w tym segmencie pokonują 24–45 mm, a nie 40–88 mm. Wszystkie liczby w tej notatce pochodzą z tabel parametrów i przypisów samych producentów, którzy opisują je jako wyniki własnych badań laboratoryjnych.
Dreame X50 Ultra →Z.ai zamknęło wagi własnej linii wideo, a otwarty model animacji zbudowało na szkielecie konkurenta
Z.ai ma dwa produkty wideo i wskazują one w przeciwne strony. CogVideoX-3, obecne pokolenie linii rozwijanej przez firmę od 2024 roku, nie udostępnia wag wcale: sprzedaje się go przez API, a do pobrania nie ma niczego. SCAIL-2, model animacji postaci wydany przez tę samą firmę z otwartymi wagami, nie stoi na tej linii. Stoi na linii Alibaby. Dowody nie są subtelne. W pobieranej paczce siedzi koder obrazu Wan 2.1 od Alibaby i koder tekstu umT5-XXL od Google, polecenie uruchamiające ładuje punkt kontrolny o nazwie SCAIL-14B, a domyślna gałąź repozytorium kodu nazywa się wan-scail2. Istnieje też druga gałąź, sat-scail2, przygotowana pod własny stos treningowy firmy — ale opublikowane wagi są tymi dla środowiska konkurenta. Materiał treningowy powstał tak samo. Z.ai podaje, że 60 tysięcy par ruchu zsyntetyzowano trzema gotowymi modelami, z czego dwa pochodzą z innych firm: Wan-Animate od Alibaby i MoCha od Orange. Producent nazywa tę metodę odwrotnym sterowaniem i podaje, że gotowy model nabył zachowania, których jego nauczyciele nie mieli — sterowanie ruchem zwierzęcia, podmianę postaci na inną tożsamość i sterowanie renderem siatki, którego nigdy nie widział podczas uczenia. Jeden szczegół wart jest sprawdzenia, zanim ktoś zacznie rozpowszechniać plik dalej. Repozytorium kodu ma licencję Apache 2.0. Repozytorium wag deklaruje w metadanych MIT i nie zawiera pliku licencji wcale, choć wydawana paczka zawiera cudze komponenty wydane na Apache 2.0 — licencji, która wymaga, by jej noty wędrowały razem z kodem. Plakietka i zawartość mówią co innego. SCAIL-2 ma już profil w naszym katalogu, ze stanem licencji opisanym tak, jak zostawił go wydawca.
SCAIL-2 →Z.ai sprzedaje model mowy do protokołów z zebrań i napisów na żywo. API przyjmuje 30 sekund nagrania.
Dwie strony własnej dokumentacji Z.ai, sprawdzone 3 września 2026 roku, opisują ten sam model rozpoznawania mowy w sposób, którego nie da się zrealizować jednocześnie. Karta modelu GLM-ASR-2512 wymienia sześć zastosowań. Pierwsze to protokoły z zebrań na żywo — „transkrybuj spotkania online natychmiast, automatycznie porządkując ustrukturyzowane podsumowania". Trzecie to napisy na żywo do transmisji informacyjnych, kursów i wideokonferencji. Szóste to wprowadzanie dokumentacji medycznej: lekarz dyktuje wywiad, model go zapisuje. Dokumentacja API tego samego modelu podaje pułap: obsługiwane formaty .wav i .mp3, plik do 25 MB, nagranie do 30 sekund. Na jedno wywołanie. Limit nie jest skutkiem ubocznym trybu bez strumieniowania. Z.ai dokumentuje dla tej końcówki tryb strumieniowy i obowiązuje w nim ta sama specyfikacja. Strumieniowanie oznacza tu, że transkrypcja wraca stopniowo w trakcie pracy modelu — a nie że dźwięk można podawać w sposób ciągły. Nie ma osobnej końcówki dla nagrań długich, nie ma zadania asynchronicznego dla pliku, nie ma udokumentowanego sposobu na przekazanie godziny materiału. Wywołującemu zostaje arytmetyka. Godzinne zebranie to 120 osobnych zapytań, każde ucięte na sztywnej granicy pół minuty, która wypada tam, gdzie wypadnie: w środku słowa, w środku zdania, w środku nazwiska. Każdy szew jest miejscem utraty kontekstu i miejscem, w którym trzeba na nowo podać własny słownik — czyli jedną z rzeczywistych zalet tego modelu. Ciągłość mówiących na złączeniach to już problem wywołującego, nie modelu. Nic z tego nie czyni GLM-ASR-2512 modelem słabym. Z.ai podaje odsetek błędnych znaków 0,0717, zasięg językowy jest jak na tę cenę nietypowo szeroki — syczuański, kantoński, min nan i wu obok mandaryńskiego, angielskiego i kilkudziesięciu innych języków — a przy około 0,0024 USD za minutę model jest mniej więcej o połowę tańszy od polecanego dziś przez OpenAI. Do krótkich wypowiedzi, wprowadzania głosem, poleceń i pojedynczych tur rozmowy z obsługą klienta kształt pasuje. Nie pasują reklamowane zastosowania, a różnicę warto nazwać ze względu na to, kogo ona dotyka. Programista czytający kartę modelu widzi transkrypcję zebrań obiecaną w pierwszym wierszu, a na ścianę trzydziestu sekund trafia dopiero po napisaniu integracji. Jest tu zakończenie nietypowe dla produktu płatnego. Z.ai opublikowało tego samego dnia otwarte rodzeństwo, GLM-ASR-Nano-2512: 1,5 miliarda parametrów, licencja MIT, za darmo do pobrania i — ponieważ chodzi na sprzęcie wywołującego — bez żadnego limitu długości na wywołanie. Trzy długie zastosowania, które producent reklamuje, potrafi wykonać akurat model darmowy.
GLM-ASR-2512 →Nowy model animacji Alibaby powstał z myślą o wideo na żywo — i akurat wersji do żywego jako jedynej nie wydano
Alibaba opublikowała Wan2.2-Animate-2-14B 7 sierpnia 2026 na licencji Apache 2.0: wagi, kod uruchomieniowy, a dzień później publikację naukową. Model animuje nieruchomą postać na podstawie nagrania wzorcowego z grającym człowiekiem, a inżyniersko jest to prawdziwa przebudowa, nie odświeżenie. Pierwsza generacja wyodrębniała z nagrania szkielet pozy i dopiero jego podawała generatorowi; publikacja samego zespołu nazywa wady tego rozwiązania wprost — błędy wyodrębniania wędrują do wyniku, a tożsamość postaci rozjeżdża się w miarę trwania ujęcia. Animate-2 usuwa ten etap i podaje nagranie wzorcowe wprost do przebudowanego transformatora dyfuzyjnego. Sama publikacja stawia jednak sprawę nie na wierności, lecz na czasie. Zaczyna od stwierdzenia, że wszystkie istniejące systemy tego rodzaju działają poza czasem rzeczywistym i nie nadają się do zastosowań interaktywnych, takich jak cyfrowe awatary czy prowadzący transmisje na żywo. Odpowiedzią ma być Wan-Animate-2-Lite, wariant uczony trzystopniowo — wstępnie z wymuszaniem nauczyciela i buforem błędu, potem destylacją Self-Forcing z propagacją wsteczną po blokach — po to, by zejść z opóźnieniem do progu pracy na żywo. Na tej obietnicy kończy się streszczenie. Wariantu Lite w repozytorium nie ma. Są dwa pliki wag identycznej wielkości, po 32,8 GB: wersja podstawowa, wykonująca 40 kroków odszumiania ze wsparciem klasyfikatora, i destylowana, dochodząca do obrazu w 10 krokach bez tego wsparcia. Destylacja czyni model działający poza czasem rzeczywistym mniej więcej czterokrotnie tańszym w próbkowaniu; nie jest architekturą strumieniową opisaną w publikacji. Brak nie wygląda też na kolejkę: lista zapowiedzianych prac na karcie modelu ma odhaczone wszystkie pozycje — kod, wagi, integracje z Diffusers, DiffSynth-Studio i ComfyUI — a Lite nie figuruje na niej wcale. W tę samą stronę wskazuje drobiazg. W bloku cytowania na dole karty stoi wciąż niewypełnione miejsce w numerze publikacji, choć poprawny numer widnieje w plakietce na górze tego samego pliku. To wydanie przygotowano szybko. Czytelnik może za to wyciągnąć wniosek z rzeczy zwyczajnej. Liczniki pobrań pokazują, że popyt idzie za szybkością, nie za jakością: w przeróbkach do formatu Diffusers, opublikowanych dzień przed premierą, wersja destylowana pobierana jest mniej więcej trzy razy częściej niż pełnej jakości. Pierwsza generacja Animate jest tymczasem wciąż pobierana o rząd wielkości częściej niż obie te wersje — co zwykle się zdarza w pierwszym miesiącu modelu, który zmienia sposób sterowania. Repozytorium podstawowe wykazuje zero pobrań przy 185 zakładkach, ale ten licznik pokazuje zero dla repozytoriów wydających surowe pliki wag zamiast standardowej konfiguracji, więc mówi raczej o sposobie pobierania niż o zainteresowaniu.
Wan2.2-Animate-2-14B →Powierzchnia trawnika z pudełka to nie jedno wyjście: z tabel Mammotion wychodzi cztery do sześciu ładowań
Kosiarki automatyczne sprzedaje się jedną liczbą — powierzchnią trawnika, na jaką są przewidziane — a z tabel porównawczych samego Mammotion wynika, że ta liczba opisuje harmonogram, a nie pojedyncze wyjście. Przy każdej maszynie w europejskim sklepie producenta stoi obok druga liczba, powierzchnia pokonywana na jednym ładowaniu, i to w różnicy między nimi mieści się realny dzień pracy. YUKA jest przewidziana na 2000 metrów kwadratowych i pokonuje około 350 z nich na jednym ładowaniu. To mniej więcej sześć cykli, a każdy cykl to 65 minut koszenia i 100 minut ładowania, więc maszyna spędza więcej czasu w stacji niż na trawie. LUBA 2 AWD 5000X jest przewidziana na 5000 metrów kwadratowych i pokonuje 1200 na ładowaniu: cztery do pięciu cykli po 190 minut koszenia i 120 minut ładowania. Flagowa LUBA 3 AWD robi do 1700 metrów kwadratowych w jednym, 215-minutowym przejeździe, a sprzedawana jest w wersjach przewidzianych nawet na 10 000 metrów kwadratowych. Gdy zestawić obie kolumny, jedna wersja wyróżnia się z odwrotnego powodu. Najtańsza LUBA 3 AWD, przewidziana na 1500 metrów kwadratowych, jest jedyną maszyną w tej linii, której cały deklarowany trawnik mieści się w jednym ładowaniu. W pozostałych przypadkach deklaracja jest obietnicą tego, co robot skończy w ciągu dnia lub dwóch pracy bez nadzoru, a nie tego, co zrobi, zanim będzie musiał wrócić do stacji. Nic z tego nie jest ukrywane — liczby pochodzą ze stron producenta i stoją tam obok siebie. Rzecz jest istotna, bo to powierzchnia na jednym ładowaniu decyduje, czy trawnik zostanie skoszony w sobotę rano, czy przez cały weekend, i to właśnie ona znika z marketingowego nagłówka. To także ta liczba, która maleje wraz ze zużyciem akumulatora, podczas gdy deklarowana powierzchnia trawnika z pudełka pozostaje ta sama przez całe życie produktu.
Mammotion YUKA →Każda karta modelu Wan 2.2 odsyła czytelnika do pliku licencji, którego w repozytorium nie ma
Modele wideo Wan 2.2 Alibaby kończą swoje karty tym samym akapitem: wagi są na licencji Apache 2.0, firma nie rości sobie praw do tego, co użytkownik wygeneruje, a po „pełną listę ograniczeń i szczegóły dotyczące przysługujących praw" należy sięgnąć do pełnego tekstu licencji — przy czym słowo „licencja" prowadzi do pliku LICENSE.txt w repozytorium. Tego pliku tam nie ma. Sprawdziliśmy 2 września 2026 roku wszystkie cztery repozytoria z wagami Wan 2.2: T2V-A14B, I2V-A14B, S2V-14B i Animate-14B zwracają dla LICENSE.txt błąd 404. Dwa sprawdzone repozytoria Wan 2.1, T2V-14B i T2V-1.3B, plik zawierają, z pełnym standardowym tekstem Apache 2.0. Praktyczny skutek jest mniejszy, niż to brzmi, ale nie jest żaden. W mocy pozostają dwie niezależne deklaracje Apache 2.0: znacznik licencji w metadanych repozytorium na Hugging Face, czyli to, co wyświetla sam serwis i co czytają automatyczne skanery licencji, oraz plik licencji w odpowiadającym mu repozytorium kodu Alibaby na GitHubie. Kto buduje produkt na tych wagach, licencję ma. Nie ma natomiast dokumentu, do którego karta modelu każe mu zajrzeć — tego, który według niej zawiera komplet ograniczeń. Wagi tej sprawie dodaje moment. Wan 2.2 to ostatnia generacja linii wideo Alibaby, której wagi w ogóle opublikowano; wszystko późniejsze — 2.5, 2.6, 2.7 i Wan3.0 — działa wyłącznie przez API. Te cztery repozytoria nie są więc archiwum. To pliki, które dziś pobiera każdy, kto chce Wana uruchamianego na własnym sprzęcie, a jedno z nich, Animate-14B, jest najczęściej zakładkowanym modelem wideo w historii tej firmy.
Wan2.2-Animate-14B →W kosiarkach Mammotion na 2026 rok o nawigacji decyduje przypis, a nie nazwa modelu
Mammotion sprzedaje swojego flagowca czwartej generacji, LUBA 3 AWD, pod hasłem układu pozycjonowania nazwanego Tri-Fusion: lidar o polu 360 stopni, wizja dwukamerowa i poprawki sieciowego RTK odbierane przez łącze komórkowe, połączone w jedno z deklarowaną dokładnością plus minus jednego centymetra. Reklamą jest połączenie tych trzech. Przypis mówi co innego. Na stronie produktowej samego producenta pojedyncza gwiazdka informuje, że warianty LUBA 3 AWD 1500 i 1500H ustalają pozycję wyłącznie lidarem i wizją AI. To najtańsze wejście do serii flagowej — 2299 euro w sklepie europejskim, 2399 dolarów w amerykańskim — i nie zawiera sieciowego RTK, od którego wzięła nazwę cała seria. Trzy systemy naraz dostają dopiero warianty na 3000 i 5000 metrów kwadratowych, kosztujące 2699 i 3199 euro. Ten sam schemat powtarza się na tanim końcu oferty. W serii YUKA mini model mini 2 1000 za 1099 euro orientuje się lidarem o polu 360 na 45 stopni i dwiema kamerami. Jego rodzeństwo, mini 2 800 za 899 euro, nie ma lidaru w ogóle i pracuje na trzech kamerach. Dwieście euro i dwucyfrowa różnica w numerze modelu dzielą maszynę, która skanuje otoczenie, od maszyny, która tylko na nie patrzy. Dla kupującego znaczy to więcej niż liczby z nagłówka, bo od rodzaju nawigacji zależy, gdzie robot naprawdę da radę pracować: lidar działa pod drzewami i po zmroku, sieciowy RTK trzyma centymetry na otwartym terenie, ale zależy od zasięgu komórkowego, a same kamery są najtańsze i najbardziej wrażliwe na pogodę. Nic z tego nie wynika z nazwy złożonej z serii i powierzchni trawnika. W ofercie Mammotion na 2026 rok liczba przy nazwie mówi, ile trawy obejmuje licencja — i nic o tym, jak maszyna tę trawę znajduje. Źródło: strony produktowe Mammotion oraz europejski i amerykański sklep producenta, odczytane 4 września 2026.
Mammotion LUBA 3 AWD →Dwa flagowce Dreame, jedna maszyna: 200 dolarów różnicy to moduł dozownika i butelka płynu do podłóg
Tabela parametrów Dreame dla modelu X60 Ultra obiecuje automatyczne dozowanie płynów czyszczących z komory dwuskładnikowej. Lista zawartości opakowania na tej samej stronie wymienia moduł jednoskładnikowy i jedną 200-mililitrową butelkę preparatu na zapachy zwierzęce. Komora dwuskładnikowa, a wraz z nią płyn do podłóg, trafia dopiero do zestawu X60 Max Ultra Complete — droższego o 200 dolarów. Obie strony sprawdziliśmy 3 września 2026. Wiersz po wierszu oba roboty to ta sama maszyna: bateria 6400 mAh, ssanie 35 000 Pa, 4,7 kg robota na stacji ważącej 10,6 kg, worek 3,2 l ze zbiornikami 4,2 l czystej i 3,0 l brudnej wody, pokonywanie podwójnych stopni do 88 mm, mycie mopów w 100 °C i suszenie gorącym powietrzem. Żadna z tabel nie podaje różnicy w silniku, podwoziu ani wymiarach stacji. X60 Ultra kosztuje 1499,99 USD i stoi w sklepie od 13 marca 2026; Max Ultra Complete, wystawiony 6 stycznia 2026, kosztuje w tym samym sklepie 1699,99 USD. Droższa pozycja dokłada materiały eksploatacyjne i moduł: dozownik dwuskładnikowy, litrową butelkę płynu do podłóg i 200 ml preparatu na zapachy zwierzęce, wobec pojedynczej 200-mililitrowej butelki w tańszym pudełku. Tabela wersji Max podaje też opróżnianie automatyczne jako wystarczające na 100 dni, podczas gdy tabela X60 Ultra odhacza tę funkcję bez żadnej liczby. Obie tabele różnią się jeszcze w jednym miejscu i to nie w kierunku, którego kupujący by się spodziewał. X60 Ultra ma w wierszu omijania przeszkód dwie kamery AI, boczne światło strukturalne 3D i diodę LED; droższy Max Ultra Complete — dwie kamery AI i diodę LED, bez wiersza o świetle strukturalnym. Producent nigdzie na obu stronach tego nie tłumaczy, a teksty marketingowe obu modeli są poza tym identyczne. Dopóki nie wyjaśni, ostrożniejszy wniosek jest taki, że jedna z tabel jest niekompletna — i to jest właśnie sedno sprawy: przy zakupie tej wielkości tabele to wszystko, co kupujący ma. Nasz profil X60 Ultra powtarzał obietnicę komory dwuskładnikowej, przepisaną z tabeli parametrów. Został poprawiony: wpis oddziela teraz to, co tabela reklamuje, od tego, co jest w pudełku.
Dreame X60 Ultra →